„Koralina” – Neil Gaiman

Tytuł: „Koralina”

Autor: Neil Gaiman

Wydawnictwo:  MAG

Liczba stron: 160

Data wydania:  2003

Ocena: 9/10

——————————

„Lektura tej książki sprawi, że dreszcz przebiegnie Wam po plecach, wymknie się butem i ucieknie taksówką na lotnisko. Przepełnia ją subtelna groza, właściwa najlepszym baśniom. To arcydzieło. A guziki nigdy już nie będą takie, jak kiedyś.” – Terry Pratchett

Słowa tego legendarnego pisarza w zupełności wystarczą za całą recenzję „Koraliny”, jednak mimo wszystko, postaram się dodać coś od siebie.

Autorem tej krótkiej powieści jest Neil Gaiman, znany z takich tytułów jak: „Gwiezdny pył”, „Amerykańscy bogowie”, „Księga cmentarna” czy „Dym i lustra”. Jednym słowem poczytny pisarz, mający spore grono fanów na całym świecie.

Tym razem dane mi było poznać losy małej dziewczyny, która wychowuje się w dość „zapracowanej” rodzinie. Zarówno ojciec, jak i matka całe dnie spędzają przed ekranem komputera, zbywając córkę, gdy ta próbuje nawiązać z nimi jakikolwiek kontakt. Ta dość „toksyczna” rodzinka mieszka w ogromnym domu dzieląc go z trójką innych lokatorów; emerytowanymi aktorkami z parteru i szalonym staruszkiem zajmującym pomieszczenia na poddaszu, to ci państwo są towarzyszami Koraliny którzy spędzają z nią więcej czasu niż jej prawowici opiekunowie. Mimo dość niekorzystnej sytuacji rodzinnej dziewczynka nie traci ochoty na zabawę, a jej ulubionym zajęciem jest „badanie”, co można rozumieć jako wyprawę w nieznane, w poszukiwaniu pewnych, wcześniej wybranych rzeczy bądź miejsc. Tak więc jednego dnia Koralina szuka studni, innym razem liczy drzwi i okna w domu, a w jeszcze innym zagląda do tajemniczych drzwi w jej mieszkaniu. Drzwi, po których otworzeniu widzi jedynie ścianę z chropowatych cegieł.

Co jest za tą ścianą i dlaczego myszy szalonego staruszka zabroniły jej przez nie przechodzić?  Na te i inne pytania które pojawią się podczas lektury z największą przyjemnością będziemy szukali odpowiedzi, wczytując się w kolejne strony powieści.

Nie ma powodu rozdrabniać się na temat bohaterów, bo jak to w bajkach bywa, zostali rozbudowani na tyle, na ile było to niezbędne w odbiorze tekstu. Dlatego widzimy starsze panie które całe dnie na przemian wspominają dawne czasy, bądź zajmują się psami, czy też ojca, który po za pracą uwielbia przyrządzać wymyślne dania. Nawet tytułowa Koralina została skonstruowana w taki sposób, by rozmyślania na temat jej osobowości stanowiły zaledwie ledwo dostrzegalne tło. Do końca nie wiemy jak dokładnie wygląda, ale w żaden sposób nie ujmuje to przyjemności z czytania.

Gaiman przygotował dla nas bajkę która w żaden sposób nie zalicza się do tych które chcielibyśmy usłyszeć na dobranoc, co więcej, nie powinno się jej czytać przed snem, chyba że wasze pociechy uwielbiają trząść się pod łóżkiem ze strachu. W porównaniu do niedawno czytanych „Opowieści z Narnii”, widzę olbrzymią rozbieżność adresatów. „Koralina” to powieść grozy która została ubrana w bajkową otoczkę, dziejąca się w bajkowym świecie i posiadająca bajkowych bohaterów. Ten zabieg pod każdym względem wyszedł jej na dobre. Gaiman pod niepozorną fabułą ukrył niesamowite pokłady emocji i dreszczyku. Niejednokrotnie podczas lektury po plecach przebiegły mi ciarki, nie mówiąc już o całkowitym zagłębieniu się w losy małej dziewczynki. Od początku książki byłem jej największym fanem i przyjacielem, mimo tego iż nie wiedziała o moim istnieniu do ostatniej kropki trzymałem za nią kciuki, nie chcąc patrzeć na nieprzyjemności z którymi musiała się zmierzyć. Jeśli miałbym określić „Koralinę” kilkoma przymiotnikami powiedziałbym: rewelacyjna, niepozorna i emocjonująca. Książka Gaimana jest przykładem tego jak zaskakująca może być literatura. Mógłbym wiele opowiadać o wykreowanym przez autora świecie, a losach głównej bohaterki, ale nie śmiem odbierać przyjemności z, jakby to powiedziała Koralina, badania 🙂

Kolejną kwestią do rozważenia jest język. Autor odpuszcza sobie wymyślne słownictwo, skupiając się na prostym, aczkolwiek niebywale obrazowym języku. Do tego od czasu do czasu wplata w treść książki humorystyczne aspekty, które mimo emanującej zewsząd grozy powodują uśmiech na naszych twarzach. Nie wiem czy to zasługa Gaimana czy samej fabuły, ale czyta się ją z zapartym tchem, u kresu omdlenia przypominając sobie o konieczności oddychania.

Podsumowując, „Koralina” to książka dla wszystkich którzy lubią poczuć dreszcz emocji, a nie straszne im są proste rozwiązania. Autor postawił przede wszystkim na treść, która w żaden sposób nie ustępuje bardziej „obszernym” koleżankom z gatunku „opowieści z dreszczykiem”. Gaiman przygotował dla nas bajkę dla starszych dzieci. Sam pomysł na fabułę jest tak niezwykły, że choćby dla niego samego warto sięgnąć po tę lekturę.

Polecam wszystkim.

—————————————————————————————————————-

Będąc dziś niedaleko biblioteki nie mogłem się powstrzymać przed zaglądnięciem do przytulnych czterech ścian, konsekwencją tej krótkiej wyprawy są:

Od lewej:

1. Tytuł: „Straż! Straż!”

Autor: Terry Pratchett

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ode mnie: Można śmiało powiedzieć że jestem kolejną „ofiarą :)” „Pratchett’owskiej indoktrynacji” prowadzonej przez Enedtil (Link do jej bloga ->Kliknij<-), mam nadzieję że Świat Dysku „kosztowany” z odpowiedniej strony będzie smakował znacznie lepiej 🙂

2. Tytuł: „Młot na czarownice”

Cykl: Cykl Inkwizytorski: tom II

Autor: Jacek Piekara

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Ode mnie: Kolejny tom przygód znanego wszystkim inkwizytora Mordimera, czas pokaże czy druga część jej lepsza od pierwszej, czy też idąc śladami wielu znanych filmów sequel okaże się klapą 🙂

Reklamy
  1. 11 lutego 2011 o 06:36

    Recenzja ciekawa, więc „Koralina” pojawiła się na liście „chcę przeczytać”. „Młot na czarownice” już za mną i oczywiście polecam:).
    Pozdrawiam!

  2. 11 lutego 2011 o 08:02

    Jednym słowem „Koralina” należy do gronach lektur wartych zachodu… Powiem Ci, że coś w tym jest i na pewno sięgnę po tą książkę.

  3. 11 lutego 2011 o 13:10

    „Koralina” jest jednym wielkim dreszczem emocji ! 😉 Bardzo lubię światy, które tworzy Gaiman, zawsze są niezwykłe 🙂
    Myślę, że „Młot na czarownice” powinien Ci się spodobać 😉

    Pozdrawiam 🙂

  4. 11 lutego 2011 o 13:18

    @Kasandra – „Koralina” rzeczywiście jest intrygująca, mimo iż na pierwszy rzut oka wyglądała jak krótka, prosta opowiastka.

    @Lena – Sięgnij, sięgnij 🙂 Nawet jeśli nie przypadnie Ci do gustu, to zmarnujesz (choć jestem pewien że tak się nie stanie) góra 2 godzinki 🙂

    @Arsenka – W najbliższym czasie planuję zabrać się za jego kolejne powieści, może tym razem „Dym i Lustra”. „Sługa Boży” był niewymagającą, acz ciekawą książką, mam nadzieję że „Młot” dotrzyma mu kroku 🙂

  5. 11 lutego 2011 o 15:09

    Jak nie mi, to mojemu Młodemu na pewno się spodoba 😉

  6. 11 lutego 2011 o 16:32

    Gaimana w ogóle czyta się z zapartym tchem 🙂

    Byliśmy z mężem na ekranizacji Koraliny. My i sala 4-5 letnich dzieci. Powiem tak: jak nie wiem, kto wymyślił, że to jest dla dzieci, ale powinni mu dać w pracy naganę 😉

  7. 11 lutego 2011 o 17:40

    Wiedziałam, że Ci się spodoba 😉 Przyznam szczerze, że po przeczytaniu tej książki przechodziły mnie dreszcze na myśl o guzikach 😉

    Ciszę się ogromnie, że kolejny Pratchett wpadł w Twoje ręce 😀 Bedzie Pan zadowolony 😀

  8. 11 lutego 2011 o 19:53

    @Lena – „Koralina” potrafi zjednać sobie czytelników, zobaczysz 🙂

    @Magda – To ciekawie musiały wyglądać miny ich rodziców 🙂 Być może uroczy plakat i mała dziewczynka jako główna bohaterka zwiodły niczego nie spodziewające się rodziny!:) Kłania się „Cała Polska czyta dzieciom” 😛

    @Enedtil – Hah 🙂 Powinno się wymyślić nową fobię o nazwie „guzikofobia” 🙂 Jak tylko skończę „Straż! Straż!” czekam na kolejne tytuły 🙂
    I gdzie mi tam do „Pana” 😛

  9. 11 lutego 2011 o 20:28

    W to nie wątpię..

    Swoją drogą przez Ciebie (albo jako kto woli – dzięki Tobie) postanowiłam chociaż trochę przekonać się do fantastyki i mam już za sobą „Szaleństwo Aniołów” 😉

    Zobaczymy co będzie dalej.

  10. 11 lutego 2011 o 20:57

    Czuję na swych barkach olbrzymią odpowiedzialność 😛 Nie no, żartuję 🙂 Bardzo mi miło, „Szaleństwo Aniołów” należy do kategorii Urban Fantasy, także co nieco różni się od „czystej” fantastyki, co nie oznacza że nie jest warte przeczytania 🙂
    Ja zaś chyba będę musiał rozszerzyć co nieco horyzont gatunkowy, bo póki co ograniczam się do fantastyki, kryminału czy grozy, gdzie te dwie ostatnie jedynie „posmakowałem” 🙂

  11. 11 lutego 2011 o 21:01

    Na początek dobre jest i Urban Fantasy 😉 Lepszy rydz niż nic ;)) Z czasem może się sięgną po coś jeszcze (propozycje mile widziane)

  12. 11 lutego 2011 o 21:28

    Propozycje, w tej kwestii specjalistą nie jestem, ale z własnego doświadczenia mogę polecić następujące tytuły:
    – Zapewne Sagę o Wiedźminie (Andrzej Sapkowski), osobiście przeczytałem dopiero dwa zbiory opowiadań poprzedzające ten cykl (strasznie ciężko dostać w bibliotece), ale jestem zachwycony.
    – „Pan Lodowego Ogrodu” (Jarosław Grzędowicz)- mieszanka fantasy z domieszką science fiction, naprawdę warte przeczytania mimo iż objętościowo może przestraszyć.
    – Cykl „Świat Dysku” (Terry Pratchett) – Jeśli nie masz nic przeciwko absurdowi 🙂
    – Cykl „Pieśni Lodu i Ognia” (George R.R. Martin) – dla fanów prawdziwej fantastyki, z rycerzami, smokami i odgłosami krzyżowanych mieczy. Mimo iż jest to książka olbrzymich rozmiarów, czyta się ją z największą przyjemnością, licząc że koniec nie nastąpi wcześniej jak za 100 lat 🙂
    – „Siewca Wiatru” (Maja Lidia Kossakowska) – jeśli nie straszny Ci dość…jakby to ująć…nietuzinkowy obraz nieba i zastępów niebieskich 🙂
    – „Brudnopis” (Sergiej Łukjanienko) – jestem ledwo po lekturze, mimo iż sama fabuła znacznie odbiega od przedstawionego na odwrocie opisu jestem zachwycony, swoiste science fiction rozgrywające się na ulicach Moskwy.
    To chyba tyle na początek, zapewne weterani tego gatunku być może mają zupełnie odmienne zdanie co do polecanych tytułów, ale sądzę że te, wymienione przeze mnie, mogą się spodobać każdemu.

    Dla pewności odsyłam na blogi:
    Pawła i Enedtil

  13. 11 lutego 2011 o 22:10

    „Koralinę” bardzo lubię. Podobała mi się i książka, i film. Muszę przyznać, że moim córkom film też przypadł do gustu, bo oglądały go kilka razy i jeszcze czasami do niego wracają. 😉
    Z podanej przez Ciebie wyżej listy to już troszkę czytałam, ale jeszcze przede mną „Pieśń lodu i ognia” oraz powieści L.M.Kossakowskiej, o której ostatnio wiele dobrego czytałam i już sobie przyniosłam z biblioteki „Siewcę wiatru”.

  14. 11 lutego 2011 o 23:30

    Filmu nie oglądałem, ale jeśli jakimś dziwnym trafem będę miał okazję go zobaczyć, to zrobię to z największą przyjemnością 🙂
    „Siewca Wiatru” rzeczywiście ostatnio został „odkurzony” i po raz kolejny zajął zaszczytne miejsce wśród kanonu polskiej fantastyki, przypuszczam że za sprawą kolejnych tomów, które ukazały się nie tak dawno.

  15. 12 lutego 2011 o 18:16

    Lubię Gaimana, choć akurat tę książkę nieco mniej. Pratchett jest lepszy 😛 (odezwała się inna ofiara). Młot miałam kiedyś przeczytać, ale się rozmyśliłam. Liczę, że zechcesz podzielic się swoimi wrażeniami o tej książce.

    • 12 lutego 2011 o 19:27

      Hah 🙂 Pratchett i Gaiman to zupełnie inne bajki, ale przyznam że w moich oczach obydwaj zasługują na poznanie 🙂
      Co do „Młota” to z największą przyjemnością podzielę się własną opinią.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: