Strona główna > Fantastyka, Fantastyka zagraniczna, Opinie, Polecane, Ulubione, Urban Fantasy, Wszystko > „Brudnopis” – Sergiej Łukjanienko

„Brudnopis” – Sergiej Łukjanienko

Tytuł: „Brudnopis”

Autor: Sergiej Łukjanienko

Wydawnictwo:  MAG

Liczba stron: 368

Data wydania:  2008

Ocena: 9,5/10

——————————

Zazwyczaj głównym powodem dla którego sięgamy po wybraną książkę jest opis na jej odwrocie. Nie inaczej było w tym przypadku: „Dwudziestokilkuletni Kirył Maksimow, menadżer w firmie komputerowej, właściciel skromnej kawalerki i psa wraca pewnego dnia do domu i zastaje  tam…nieznajomą kobietę. Po pewnym czasie rodzice Kiryła zaczynają utrzymywać, że nie mają syna o tym imieniu, przyjaciele cierpią na zanik pamięci, nawet ludzie, którzy rozmawiali z nim przed pięcioma minutami nie pamiętają go, jakby natychmiast usuwano im wspomnienia…”. Przeczytawszy ten fragment w głowie rysuje się nam scenariusz rodem z „Gry” Davida Finchera. Pytamy sami siebie co to wszystko ma znaczyć? Gdzie tu logika i gdzie leży podłoże tych dziwnych zjawisk? Bez chwili zawahania bierzemy w ręce powieść Łukjanienki i rozpoczynamy pasjonującą lekturę, która podobnie jak w przypadku Kiryła, oderwie nas od rzeczywistości, z tą różnicą że tym razem to my zapomnimy o wszystkim co nas otacza.

„Brudnopis” to jedna z najbardziej znanych powieści rosyjskiego fantasty Sergieja Łukjanienki, cenionego przede wszystkim za cykl „Patroli” („Nocny patrol”, „Dzienny patrol”, „Patrol zmroku” i „Ostatni patrol”). Autor przenosi nas do Moskwy na przełomie XX i XXI w której przyszło egzystować głównemu bohaterowi. Mężczyźnie, którego życie zaczyna przybierać zupełnie niespodziewany obrót, a wszystkie sytuacje które go spotykają mogą kojarzyć się jedynie z najgorszym koszmarem. Jak to jest być bezimiennym? Człowiekiem bez żadnej tożsamości, nie tyle odrzuconym przez społeczeństwo co zapomnianym. Pierwsze 100 stron powieści „gna na złamanie karku”, skupiając się na przedstawionej w opisie fabule. Sam nie wiem jak nazwać pierwszą część książki, być może thriller psychologiczny byłoby jak najbardziej na miejscu. Pochłonięci przez lekturę w pewnym momencie mamy wrażenie że autor coś „pomieszał”, cały misternie kreowany scenariusz pryska jak bańka mydlana, a książka przybiera zupełnie inną postać. Nagle trzymamy w dłoniach swoiste science fiction rozgrywające się na terenie Moskwy. Przez kilka chwil jesteśmy nieco zdezorientowani, być może czujemy pewien niedosyt, ale po kilku kolejnych stronach owo nieprzyjemne uczucie mija, a my upajamy się rozwijającą się w szaleńczym tempie fabułą. Tak pokrótce rysuje się obraz napisanej przez Łukjanienkę książki, coś co zapowiadało się na opowieść z elementami psychologicznego „misz-maszu” przekształca się w intrygującą powieść science fiction.

Głównym bohaterem jest Kirył Maksimow, pracujący w jednej z moskiewskich firm komputerowych. Kawaler, po niedawnym rozstaniu z partnerką. Mieszkający samotnie w kawalerce, którego najlepszym przyjacielem jest skye terrier o dość dziwnie brzmiącym imieniu Keszju. Kirył wydaje się być przykładem niewyróżniającego się z tłumu dwudziestokilkulatka, zatem dlaczego tak dziwny los spotkał właśnie jego? To jedno z pytań, które przewija się przez całą treść powieści. Razem z Maksimowem zagłębiamy się w mechanizmy rządzące światem, rozmyślamy na temat ludzkiej egzystencji, jak również wartości jednostki ludzkiej. Czy jesteśmy sami we wszechświecie, czy też istnieją światy nie tyle równoległe, co zupełnie odmienne od naszych, wyciągnięte wprost z wyobraźni człowieka?

Pierwsze co rzuca się w oczy to niezwykły sposób pisania Łukjanienki, autor nie boi się wtrącić do powieści własnych przemyśleń czy zabawnych anegdot. Większość rozdziałów rozpoczyna się od kilku, do nawet kilkudziesięciu zdań poświęconych opinii autora na temat związany zazwyczaj z zakończeniem poprzedniego rozdziału. Dzięki temu dowiemy się co pan Sergiej sądzi na temat chorób, przestępstw, strachu czy szaleństwa, a to tylko garstka poruszanych przez niego zjawisk. Do tego operuje on niesłychanie lekkim i przyjemnym językiem, a jego wyobraźnia zdecydowania nie ma żadnych granic. Potrafi intrygować, zaskakiwać i dezorientować czytelnika. Zwroty akcji to w jego powieści chleb powszedni, a próby przewidywania fabuły lepiej odłóżmy na bok, bo będzie to jedynie marnowanie czasu.

Naprawdę ciężko mi znaleźć słabe strony książki, początkowo możemy czuć pewne rozgoryczenie że opowieść o traceniu tożsamości przez głównego bohatera zostaje w pewnym momencie „zdjęta ze sceny”, ale jest to tylko chwilowe wrażenie, bo w konsekwencji dochodzimy do wniosku że wszystko jest na swoim miejscu i współgra ze sobą idealnie.

Podsumowując, „Brudnopis” należy do tych książek które czyta się z zapartym tchem i szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Przez całą fabułę nie przestaje zaskakiwać, a występujących w niej bohaterów można przyrównać do rosyjskich matrioszek. Początkowo wiemy o nich jedynie ogólne informacje, by z każdym kolejnym „otwarciem lalki” uchylać rąbka tajemnicy i dowiadywać się coraz to nowszych wieści na ich temat. Łukjanienko należy do pisarzy których warto poznać, bo wykreowany przez niego sposób pisania śmiało można zaliczyć do wyjątkowych.

Polecam.

[recenzja dostępna również na portalu Fantasy Book]

Reklamy
  1. 12 lutego 2011 o 14:45

    Książki Sergieja Łukjanienki chodzą za mną już od jakiegoś czasu. Być może moja miłość do krajów słowiańskich jest temu winna, a może to czysta ciekawość. Tak, czy inaczej „Brudnopis” wpisuję na moją listę książek do przeczytania.

    Pozdrawiam Lena

  2. 12 lutego 2011 o 15:08

    A jednak uważam, że zakończenie zostawia wiele do życzenia. Może w „Czystopisie” jakoś się to układa w jedną całość?

  3. 12 lutego 2011 o 15:23

    : o nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale jakbym mogła, to zaczęłabym ją czytać nawet i teraz 😉

  4. 12 lutego 2011 o 15:45

    @Lena – Naprawdę warto!:) Trzeba przyznać że Łukjanienko potrafi pisać!

    @Magda – No tak, zakończenie można uznać za otwarte, dlatego teraz poluję na „Czystopis” 🙂

    @Yossa – Ja także natknąłem się na nią przypadkowo szukając wśród bibliotecznych półek „Nocnego Patrolu”. Teraz nie żałuję że „Patrol” był wypożyczony 🙂

  5. 12 lutego 2011 o 17:27

    Już po samej recenzji mam ochotę tę książkę przeczytać, więc zapisuję na listę;)).
    Pozdrawiam!!

  6. 12 lutego 2011 o 19:51

    Przyznaję – Łukajnienkę od dawna mam na oku, ale nigdy nie mam okazji, aby wypożyczyć go z biblioteki. Zawsze okazuje się, że jest masa innych książek, które zajmują moją uwagę (czyli norma :D) i nigdy nie opuszczam biblioteki z książkami tego autora. Ostatnio nawet miałam w rękach jedną z książek Łukajnienki, ale odłożyłam ją na półkę i wzięłam coś innego, za co teraz pluję sobie w brodę. No nic, może kiedyś uda mi się go w końcu wypożyczyć. 😉

  7. izaa.
    13 lutego 2011 o 10:30

    Rany, chodzi za mną ta książka już od dłuższego czasu, ale jakoś zawsze znajdzie się coś innego do czytania..
    Po przeczytaniu recenzji stwierdziłam, że nie! Nie będę jej już odkładała na później. Jak tylko złapię ją w bibliotece – od razu biorę! ; ))

    pozdrawiam, Iza.

  8. 13 lutego 2011 o 19:48

    Najbardziej podobały mi się „Patrole” Łukjanienki, ale „Brudnopis” również był niesamowity. Pomysł rewelacyjny, lubię taką wyobraźnię u pisarzy.

  9. 14 lutego 2011 o 06:17

    Kurcze, aż tak dobra? A ja się waham jeszcze. Na razie zabieram się za patrole i potem pewnie czytał będę dalej:) Świetne porównanie do matrioszki:)

  10. 14 lutego 2011 o 09:48

    Kusi, kusi ta książka, coś mi sie wydaje, że za jakiś czas wpadnę przez nia po uszy ;-),

  11. 14 lutego 2011 o 12:15

    //Wybaczcie dwudniową nieobecność, ale dopadło mnie jakieś choróbsko 😦

    @Kasandra – Bardzo mi miło, jeśli tylko nie masz nic przeciwko science fiction to zapewne porwie Cię ten tytuł.

    @Lenalee – Znam to uczucie idąc do biblioteki z pewnymi planami zazwyczaj i tak nie realizujemy ich nawet w 50%, zabierając ze sobą niejednokrotnie zupełnie inne tytuły 🙂

    @Izaa – Heh 🙂 Ja nawet zarezerwowałem „Czystopis” licząc że wkrótce ktoś miły odda go do biblioteki. Gorzej jeśli będzie to wyglądało jak próba pożyczenia „Dziewczyny z sąsiedztwa”, zarezerwowałem 3 miesiące temu, byłem pierwszy na liście i nadal cisza, że też ludzie lubią przeciągać terminy wypożyczenia 😦

    @Beatrix – Rzeczywiście, Łukjanienko po za niebywałym sposobem pisania dysponuje nieograniczonym zasobem pomysłów, potrafi zaskoczyć nawet wtedy gdy myślimy że już „po wszystkim” 🙂

    @Pablo – Zatem przeczytaj „Patrole”, chętnie posilę się Twoją recenzją, a gdy tylko rosyjski fantasta „wpadnie Ci w oko” natychmiast zdobądź „Brudnopis” 🙂

    @Natula – To jest bardzo prawdopodobne 🙂 Witam na blogu 🙂

  12. 14 lutego 2011 o 13:14

    Łukjanienko mój ukochany rosyjski pisarz ! Muszę, muszę, muszę przeczytać „Brudnopis” i „Czystopis” też 😉
    A jak tam u Ciebie Patrole ?? Masz w planach ? ;>

  13. 15 lutego 2011 o 18:10

    O to jest właśnie jedna z tych książek, które omijam szerokim łukiem bez żadnego konkretnego powodu. Ale niesamowicie mnie zachęciłeś do jej przeczytania i czuję, że nasze drogi (moje i książki oczywiście) niedługo się spotkają ;).

  14. 16 lutego 2011 o 09:53

    @Arsenka – jak najbardziej! Choć wolałbym wpierw skończyć „Czystopis” i wtedy zabrać się za tenże cykl 🙂

    @Maya – Heh 🙂 Książkowe ścieżki są nieprzewidywalne, zatem wierzę że ta odpowiedzialna za powieści Łukjanienki pewnego dnia skrzyżuje się z Twoją 🙂

  15. 16 lutego 2011 o 11:52

    Recenzja brzmi naprawdę zachęcająco, chociaż obiecałam sobie ostatnio ograniczyć książki, które wywołują u mnie strach. A ta chyba taka by była, prawda?

  16. 16 lutego 2011 o 12:14

    @Finkaa – Strach? Nie sądzę. Raczej pewną formę dreszczu, powstałego w skutek zaskakującej i intrygującej fabuły 🙂

  17. 16 lutego 2011 o 19:41

    Miewam czasem tendencje do wypaczonej interpretacji, która skutkuje np. tym, że wolę spać przy włączonym świetle. No ale skoro utrzymujesz, że przy tej książce nie mam podstaw to może kiedyś jej spróbuję. 🙂

  18. 22 lutego 2011 o 16:33

    Fajna recenzja. Bardzo lubię „Brudnopis”, chociaż chyba wolę cykl o patrolach, który, według mnie, jest rewelacyjny (no, ostatnia część trochę odstaje od reszty). A „Czystopis” niestety pozostawia sporo do życzenia. Czytałam go już jakiś czas temu, ale pamiętam, że trochę się rozczarowałam. Przeczytać jednak warto:)

  19. 22 lutego 2011 o 16:59

    @Finkaa – Naprawdę warto, nawet jeśli byś musiała spać przy zaświeconym świetle, co raczej jest mało prawdopodobne 🙂

    @Milvanna – Osobiście z niecierpliwością czekam na odpowiedź biblioteki odnośnie zarówno „Nocnego patrolu” jak i „Czystopisu”, które postanowiłem zarezerwować natychmiast po zakończeniu „Brudnopisu”. Liczę że wkrótce będzie mi dane wrócić do świata przygód Łukjanienki 🙂

  20. 22 lutego 2011 o 19:21

    Przyznam się bez bicia, że absolutnie i nigdy w życiu nie miałam zamiaru sięgnąć po książki Łukjanienko. Jakaś taka blokada mi się na tego autora włączyła i koniec. Jednak po takiej recenzji wszystko sobie jeszcze raz przemyślę i … myślę, że mogę zmienić zdanie 😉

  21. 22 lutego 2011 o 19:30

    @Enedtil – a jaki jest powód powstania tej blokady, bo przecież sądząc po „Ternie” nie niechęć do naszych wschodnich sąsiadów? 🙂

  22. 23 lutego 2011 o 18:06

    Chyba to urban fantasy tak na mnie działa. Jakoś nie mogę się przemóc, żeby sięgnąć po książki z tego gatunku.

  23. 23 lutego 2011 o 18:54

    No chyba że tak 🙂 Jakbyś kiedyś się wahała to zachęcam do twórczości Łukjanienki, choć sam mam za sobą jedynie „Brudnopis” wierzę że czeka mnie jeszcze wiele intrygujących godzin z tym autorem 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: