Strona główna > Fantastyka, Fantastyka zagraniczna, Humorystyczne, Opinie, Wszystko > „Chłopaki Anansiego” – Neil Gaiman

„Chłopaki Anansiego” – Neil Gaiman

Tytuł: „Chłopaki Anansiego”

Autor: Neil Gaiman

Wydawnictwo:  MAG

Liczba stron: 337

Data wydania:  2006

Ocena: 7/10

——————————

Tym razem nie przytoczę okładkowego opisu jak to zwykle miewa miejsce, powód jest prosty – na okładce nie ma notki wydawniczej. Autorem powieści jest znany większości czytelników Neil Gaiman, „ojciec” takich książek jak: „Gwiezdny pył”, „Amerykańscy bogowie” czy niedawno recenzowanej przeze mnie „Koraliny”. Czy mój stosunek do autora po przeczytaniu „Chłopaków Anansiego”, napomnę jedynie że po guzikowej bajce z dreszczykiem miałem o nim bardzo wysokie mniemanie, co jednoznacznie podniosło poprzeczkę wymagań dla tegoż autora, zmienił się na lepsze, na gorsze, czy może pozostał na tym samym poziomie? O tym wkrótce.

Fabułę „Chłopaków…”, rzecz jasna w niczym jej nie ujmując, można nakreślić w kilku zdaniach. Opowiada ona bowiem o pewnym mężczyźnie o dość specyficznym przezwisku Gruby Charlie, który wiecie spokojny, aczkolwiek monotonny żywot u boku swojej narzeczonej. Nie pragnie od życia zbyt wiele, do szczęścia wystarcza mu nudna praca, możliwość śpiewania bez obecności jakiegokolwiek słuchacza i spora odległość dzieląca go od jego ojca. To właśnie ten staruszek (z którym nie utrzymuje kontaktu) będzie, że tak powiem powodem przewrotu w życiu Charliego. Kolejne dni jego egzystencji już nigdy nie będą takie same, a ścieżki którymi będą się toczyć wydają się być tak zawiłe, że nawet mitologiczna Nić Ariadny na nic by się zdała.

Czym zatem Gaiman chciał nas zaskoczyć, zauroczyć bądź rozśmieszyć? Wbrew pozorom ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie – książka bowiem kryje w sobie wiele interesujących wątków, które powinny trafić do szerokiej populacji czytelników. Ale do rzeczy: w „Chłopakach Anansiego” nie trudno znaleźć fantastykę w pełnym tego słowa znaczeniu, nie chciałbym zdradzać zbyt wielu szczegółów z fabuły, dlatego ograniczę się jedynie do tego stwierdzenia. Do tego dochodzą także liczne elementy  humorystyczne, które miejscami mogą zalatywać pratchettowskim poczuciem humoru, jednak nie w pełni wykorzystanym. Znaczy to po prostu, że absurd przedstawiany przez Gaimana co by nie mówić jest dobry, miejscami nawet bardzo dobry, ale do sir Terry’ego jeszcze wiele mu brakuje. W książce możemy dostrzec także wątki filozoficzne i obyczajowe pojawiające się przede wszystkim w dialogach, czy sytuacjach zachęcających do przemyśleń. Gdyby się uprzeć można powiedzieć że występują również elementy kryminalne, lecz poruszane jedynie w powierzchowny sposób. Ogólnie rzecz biorąc – „do wyboru do koloru” . Rodzi się jednak pytanie, czy ten „misz-masz” jest w stanie poruszyć potencjalnego czytelnika? Tutaj musimy na chwilę przystanąć. Nawiązując do jednej z powieści Gaimana pt. „Koralina”, można śmiało powiedzieć że miała ona niesamowity klimat, a mimo dziecinnej otoczki potrafiła porwać czytelnika i odizolować go od świata zewnętrznego. W „Chłopakach…” nie czujemy potencjału autora, wręcz przeciwnie, mamy wrażenie że nie dał z siebie wszystkiego. Książka która mogła by się wydawać kolejną obowiązkową pozycją zostaje zepchnięta z piedestału i ze spuszczoną głową przyjmuje rangę „dobrej książki”, co w tym wypadku nie jest powodem do radości.

Wróćmy jednak do spraw przyziemnych. Język którym została napisana jest prosty, lecz niezwykle przyjemny, czujemy w powieści samego Gaimana, lecz, jak już wspomniałem, nie w pełni swojej „pisarskiej mocy”. Książkę czyta się szybko, nie tracąc czasu na powroty do poprzednich stron w celu wyjaśnienia pewnych okoliczności. Fabuła jest niczym pajęcza sieć, początkowo poruszamy się jedynie po jej brzegach, by po upływie kolejnych stron przedostać się po przędzy do samego środka – gdzie wszystko ma swój koniec. Co do samego wydania to nie mam żadnych zastrzeżeń – brak literówek w połączeniu z dobrym tłumaczeniem jedynie powiększają przyjemność z czytania.

Interesującym aspektem w „Chłopakach Anansiego” jest obraz rodziny i relacji wśród jej członków – nie mówię tutaj jedynie o głównym bohaterze i jego krewnych, gdyż przez całą lekturę przetoczy się kilka ciekawych przykładów więzów rodzinnych. Na koniec chciałbym wspomnieć jeszcze o kreacji bohaterów. Autor przygotował dla nas całą gamę charakterów, począwszy od tych dobrych i pozytywnych, przez obojętnych, kończąc na złych i przez nas pogardzanych. Każda z poznawanych przez nas osób posiada indywidualne cechy, wyróżniające je na tle innych bohaterów.

Podsumowując, „Chłopaki Anansiego” to powieść wieloelementowa. Praktycznie każdy znajdzie w niej coś dla siebie, choć w ogólnym rozrachunku nie prezentuje się już tak okazale. Rażących minusów nie dostrzegłem, jednakże przedstawiona przez autora powieść nie potrafiła na dobre przyciągnąć mojej uwagi. Owszem, czyta się ją szybko i przyjemnie, ale nie czujemy dreszczów emocji, nie zgrzytami zębami, nie wybuchamy śmiechem – po prostu czytamy, chyba oczekując czegoś nadzwyczaj zaskakującego. Dodam jeszcze że powieść należy do grona przewidywalnych.

Na koniec odpowiem na zadane w pierwszym akapicie pytanie, co do Neila Gaimana nadal uważam iż jest to niesłychanie utalentowany facet i z przyjemnością sięgnę po kolejne tytuły jego autorstwa – „Chłopaki Anansiego” są po prostu „Gaimanem na 70%”.

Reklamy
  1. 12 marca 2011 o 22:30

    Muszę w końcu przeczytać! 🙂

  2. 12 marca 2011 o 22:45

    No i masz ci los! Zakochałam się 😉

    (W okładce co by nie było)

    Czuję się zaintrygowana recenzję i strasznie zżera mnie ciekawość w stosunku do tej książki. Moja lista pozycji do przeczytania rośnie z każdą chwilą 😉

  3. 13 marca 2011 o 07:36

    Nie czytałam „Chłopaków…”, ale moja przyjaciółka stwierdziła, że to najsłabsza jego książka. Ja jestem zakochana w tym autorze i chciałabym przeczytać WSZYSTKIE jego książki, ale pewnie na razie na zamiarze się skończy ;]

  4. 13 marca 2011 o 08:31

    Lubię Gaimana i to bardzo. Tego co przeżyłam czytając „Koralinę” to najlepszy horror nie przebije. ^^ „Chłopaki Anansiego” czytało się dobrze, ale nie wiedziałam, że lepiej wcześniej zapoznać się z „Amerykańskimi bogami”.

  5. 13 marca 2011 o 08:42

    Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale przyznaję, że mnie zaciekawiła:). Jak wpadnie mi w łapki, to z pewnością przeczytam. Pozdrawiam!!

  6. 13 marca 2011 o 11:01

    Mam ulubione książki Gaimana, które mnie oczarowały. Tę kiedyś czytałam, ale jakoś nie pamiętam zupełnie o czym była. Muszę chyba powtórzyć, ale widocznie nie przypadła mi aż tak bardzo do gustu.

  7. 13 marca 2011 o 11:55

    @Alannada – Proponowałbym raczej inną pozycję tego autora, chyba że resztę masz już za sobą 😉

    @Lena – Czyli można powiedzieć że szykuje się kolejne spotkanie z fantastyką, tym razem prezentowaną przez Gaimana 😉

    @Arsenka – Jak przeczytam inne tytuły Neila to będę mógł wyrazić opinię o całokształcie, ale przypuszczam że Twoja przyjaciółka miała rację. Skoro masz zamiar to jesteś już w połowie drogi do realizacji 😉

    @Agna – O tak „Koralina” była rzeczywiście świetna!:) Nie chciałbym spoilerować, ale jeśli dobrze rozumiem to „Chłopaki Anansiego” nawiązują do „Amerykańskich bogów”?;) Przyznam że raz pojawiło się stwierdzenie „pradawne bóstwa”, co zapaliło lampkę niepewności w mojej głowie, ale zignorowałem to.

    @Kasandra – Uprzedzam że to fantastyka w pełnym tego słowa znaczeniu 😉

    @Beatrix – Cały przekaz mojej opinii wyraziłaś swoim drugim zdaniem: „Tę kiedyś czytałam, ale jakoś nie pamiętam zupełnie o czym była.” – w pełni się z Tobą zgadzam, książka nie zapada w pamięć.

    • 13 marca 2011 o 13:56

      „Amerykańscy bogowie” jeszcze przede mną, ale gdzieś dorwałam informację, że lepiej jest najpierw przeczytać tę książkę. Ponoć czytana w oryginale ma wiele smaczków do odkrycia, które nie zawsze zachowują się w tłumaczeniu.

  8. 13 marca 2011 o 18:37

    Chłopaki Anansiego i Nigdziebądź to dwie książka Gaimana, jakich jeszcze nie czytałam. Chociaż bardzo lubię tego autora, jego pozycje dawkuję sobie raz na jakiś czas … a że niedawno przeczytałam Amerykańskich bogów, z sięgnięciem po kolejną książkę jeszcze trochę poczekam 😉 I myślę, że skuszę się raczej na Nigdziebądź 😉

  9. 13 marca 2011 o 21:32

    Książka wydaje się być niezła, za to okładka jest, moim zdaniem, tragiczna. Kolory mdłe i te mrówki… Nie mogłabym chyba z nią obcować. 🙂

  10. 13 marca 2011 o 23:27

    Hmm, ja nie porównywałabym chyba humoru Gaimana do Pratchetta, to chyba jednak dwie inne bajki.

    Po „Chłopaków Anansiego” sięgnę na pewno, bo byłam zachwycona „Koraliną” i „Amerykańskimi Bogami”.

  11. 14 marca 2011 o 11:31

    Zauważyłam, że Gaiman pisze bardzo nierówno – zdarzają mu się pozycje doskonałe, ale i takie, które niczym nie zapisują się w pamięci. „Chłopaków Anansiego” czytałam dawno i już nic nie pamiętam 🙂

  12. 14 marca 2011 o 17:41

    @Agna – W takim razie będę musiał ją dorwać przy najbliższym powrocie do Gaimana 😉

    @Enedtil – Postąpiłbym dokładnie tak samo, choć „Nigdziebądzia” nie czytałem opis i liczne recenzje przemawiają za tym że jest znacznie ciekawszy 😉

    @Finkaa – Toż to są pająki, a nie mrówki 😛 Choć na pierwszy rzut oka też myślałem tak jak Ty 🙂

    @Grendella – To tylko moja subiektywna opinia, mimo wszystko (po niedawnej lekturze „Straż! Straż!”) miałem wrażenie że niektóre wątki, albo raczej sposób użycia elementów humorystycznych wydawał mi się podobny. Owszem, nie można powiedzieć że są identyczne, gdyż same fabuły dzieją się w zupełnie innych realiach, co samo w sobie przemawia za ich odmiennością. Jednak, mimo wszystko, nadal utrzymuję moją tezę jakoby „zabawa” humorem i absurdem obydwu autorów miała pewne podobieństwa – moją opinię opieram tylko i wyłącznie na „Chłopakach Anansiego”.

    @Agnes – W tej chwili nie mam za sobą zbyt wielu powieści Gaimana, ale coś w tym jest. Liczę jednak że kolejne z nich będą należały do wyżyn jego umiejętności 😉

    • 15 marca 2011 o 22:15

      Pająki czy mrówki… I tak okropność! 😉

  13. 14 marca 2011 o 18:17

    Mam za sobą już kilka książek Gaimana. Podobnie jak Enedtil, dawkuję je sobie stopniowo. Po „Chłopaków…” sięgnę bez wątpienia, ale dopiero za jakiś czas, bo całkiem niedawno przeczytałam „Gwiezdny pył”:)

  14. 14 marca 2011 o 21:44

    @Milvanna – Gaiman – autor dawkowany 😉 Chyba powoli mogę się zaliczyć do waszego grona 😉

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: