Strona główna > Horror, Opinie, Thriller, Wszystko > „Dziewczyna z sąsiedztwa” – Jack Ketchum

„Dziewczyna z sąsiedztwa” – Jack Ketchum

Tytuł: „Dziewczyna z sąsiedztwa”

Autor: Jack Ketchum

Wydawnictwo:  Papierowy Księżyc

Liczba stron: 301

Data wydania:  2009

Ocena: 8/10

——————————

„Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemniej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki Ruth, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów oraz całą okolicę. Jedynie jeden zatroskany chłopiec spróbuje oprzeć się złu zarażającemu niewinne umysły. Musi podjąć bardzo dorosłą decyzję i wybrać między miłością i współczuciem, a pożądaniem i złem… Którą drogę wybierze? – tak brzmiący opis na dobre przykuł moją uwagę i zasugerował bym czym prędzej zarezerwował „Dziewczynę z sąsiedztwa” w publicznej bibliotece, wreszcie nadszedł ten czas gdy dane mi było przeczytać ową powieść, czy było warto? To pytanie po lekturze wydaje się nie mieć najmniejszego znaczenia, zaraz się przekonacie dlaczego tak uważam. Autorem powieści jest Jack Ketchum, który dopiero niedawno zdobył rozgłos w naszej ojczyźnie. Co można o nim powiedzieć, najlepiej będzie zacytować króla grozy – Stephena Kinga. Powiedział on: „Kto jest najbardziej przerażającym facetem w Ameryce? Prawdopodobnie Jack Ketchum.”, wydaje mi się że te słowa wystarczająco charakteryzują owego pisarza.

Po raz pierwszy miałem wrażenie że język, umiejętności literackie autora, opisy bohaterów, zjawisk, otoczenia i tym podobne, nie mają najmniejszego znaczenia, wszystkie elementy książki zdają się niknąć, być jedynie niewyraźnym tłem dla znajdującej się na pierwszym planie fabuły. To ona całkowicie zdominowała mój pogląd na książkę, sprawiła że nie raz miałem ochotę wyjść na zewnątrz i całkowicie odciąć się od opisywanych w niej wydarzeń,  innym razem byłem gotów wcisnąć się w jej karty i zrobić coś niekoniecznie zgodnego z prawem, byle tylko sprawiedliwości stała się zadość. Książka budziła we mnie różne emocje: złość, współczucie, niedowierzanie, nadzieję czy nawet niesmak. Wszystkie one kłębiły się wokół siebie tworząc potężny wir uczuć towarzyszących nam podczas lektury. Lektury na tyle wstrząsającej że na długo zapada w pamięć i nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Dotychczas myślałem że horror to przede wszystkim sytuacje niestworzone, niejednokrotnie wykraczające po za ludzką wyobraźnię, czy choćby otoczone nutką tajemniczości historie z życia wzięte, w przypadku Ketchuma mamy do czynienia z zupełnie odmiennym rodzajem strachu. Złem które nie chowa się po cmentarzach, nie straszy po nocach, nie odgryza ludziom głów. W „Dziewczynie z sąsiedztwa” złem jest człowiek, zło jest akceptowane przez społeczeństwo, zło ukryte jest w pięknej otoczce, mieszka z nami po sąsiedzku i zaprasza do siebie na colę czy piwo…To jest właśnie najgorsze, świadomość że zwykłe ściany są w stanie ukryć choćby najbardziej przerażający sekret.

Mimo wszystko postaram się wyrazić w miarę obiektywną opinię na temat książki, analizując jej elementy składowe. Pomijając wspomnianą fabułę skupmy się na języku, jest wyjątkowo prosty, brak w nim znanej choćby z powieści Kinga złożoności i skupienia na wszystkich szczegółach. Powieść Ketchuma można w łatwy sposób zobrazować. Wyobraźmy sobie że znajdujemy się na szczycie jakiejś ośnieżonej góry, siedząc na sankach. Początkowo skupiamy się na wszystkim wokół nas, obserwujemy otoczenie, napawany się świeżym powietrzem, wreszcie odpychamy się i ruszamy, z każdą sekundą przyspieszamy, by wreszcie całkowicie oderwać się od otaczających nas gór i skoncentrować jedynie na sankach i torze po którym się ślizgają. Ów język właśnie w miarę upływu czasu przestaje mieć znaczenie, liczy się jedynie to co przekazuje. Sama powieść przedstawiona jest w formie pamiętnika, a jej narratorem jest jeden z bohaterów, który przez większość czasu opisuje wydarzenia z perspektywy nastolatka, by od czasu do czasu przenieść się do teraźniejszości, gdy jest już dorosłym mężczyzną. W przypadku bohaterów sytuacja ma się podobnie jak to miało miejsce w języku. Do końca powieści nie mamy świadomości kto kim jest, ile ma lat i jak wygląda, ich osobowości nie mają znaczenia, liczą się jedynie czyny jakich się dopuszczają i chore fantazje które targają ich umysłami.

Podsumowując, „Dziewczyna z sąsiedztwa” to książka straszna, brutalna i przerażająca. Zaskakuje nas przede wszystkim swoją prawdziwością i tym że takie historie mogą mieć miejsce każdego dnia, w każdym miejscu i o każdej porze. Zło drzemie w każdym z nas, problem tkwi w tym, że nie wszyscy jesteśmy w stanie nad nim zapanować. Jak napisał sam autor w komentarzu do powieści: „Od dawna chciałem napisać książkę o takich kanaliach. O nich oraz o tym, co nas spotyka, kiedy uwierzymy, że oni są normalnymi ludźmi.” Coś w tym jest, bo zwykle najgorsi zbrodniarze niczym się od nas nie różnią, mają własne rodziny, dzieci, pracę, a mimo to jest coś, co zdecydowanie zrywa im z klatki piersiowej naklejkę z napisem: „człowiek”. Nieczęsto ma się okazję czytać coś tak brutalnego, nawet nasz uniżony sługa Mordimer, który nie stroni od kopania kobiet w twarz, czy przypalania ich żywym ogniem nie dopuścił się takiej zbrodni jak ma miejsce w książce Ketchuma. Gdybym miał w jakiś sposób zobrazować wam jej brutalność wyglądałoby to mniej więcej tak: Być może niektórzy z was oglądali film American History X (Więzień nienawiści), w pewnej scenie główny bohater zauważa że ktoś napada na jego dom, wybiega ze środka i zabija napastników. Jednemu z nich rozkazuje chwycić zębami krawędź chodnika, by następnie podnieść nogę i … to zaledwie przedsmak „Dziewczyny z sąsiedztwa”.

Przerażająca książka.

[recenzja dostępna również na portalu Fantasy Book]


Reklamy
  1. 17 marca 2011 o 21:17

    Zachęciłeś mnie swoją recenzją a muszę przyznać, że za horrorami nie przepadam:). Jak tylko nadaży się okazja z przyjemnością do niej zajrzę:)
    Pozdrawiam!!

  2. 17 marca 2011 o 21:27

    Moja żona tą książkę pochłonęła i nęka mnie już kilka miesięcy, żebym koniecznie ją przeczytał. Po Twojej recenzji stwierdziłem, że coś w tym musi być. Książka chyba wywiera takie wrażenie, bo w przecwiwieństwie do horrorów, jest jak najbardziej realna i prawdopodobna. Muszę ją w końcu przeczytać:)

  3. 18 marca 2011 o 09:22

    Przeczytałam tytuł i skojarzył mi się z jakąś amerykańską komedią 😉 Po recenzji raczej z horrorami Kinga.
    Powiem szczerze, że nie mam ochoty czytać tej książki. O takich ludziach mam sporo wiadomości / filmów / wywiadów na wykładach. Myślałam, że jestem silniejsza, ale nie potrafiłabym z nimi pracować ani im pomóc. Chyba jednak zostanę psychologiem dziecięcym …

  4. 18 marca 2011 o 11:48

    Wcale się nie dziwię Arsence, że nie chce jej czytać. Ja ledwo dałam radę ją skończyć. Nie dlatego, że jest złą książką, ale zdecydowanie – wolę strach ten w horrorach z cmentarzami, potworami i zamczyskami. Opisy brutalności w tej książce przekroczyły moje możliwości.

  5. 18 marca 2011 o 19:36

    @Kasandra – Jak wspomniałem, to zupełnie inny rodzaj horroru, co nie oznacza że nie jest przerażający. Pozdrawiam

    @Pablo – Powinieneś już za pierwszym razem wysłuchać zaleceń małżonki, bo książka z całą pewnością zasługuje na poznanie 🙂

    @Arsenka – Nie czuję się zaskoczony, początkowo (przed lekturą) chciałem pożyczyć ten tytuł Ukochanej, jednak po przeczytaniu go, postanowiłem po cichu odesłać tę myśl w niepamięć.

    @Beatrix – O tak, brutalność w tej książce rzeczywiście osiągnęła punkt krytyczny.

  6. 19 marca 2011 o 23:30

    Czyli coś zdecydowanie nie dla mnie. Dziękuję za recenzję 🙂

  7. 20 marca 2011 o 19:59

    Zdecydowanie nie dla mnie. Okropna okładka. Tematyka nie moja. Tylko recenzja w tym wszystkim fajna, za resztę jednak podziękuję 🙂

  8. 20 marca 2011 o 22:19

    @Agnes – Bardzo proszę 🙂

    @Magda – Fajna?:( A ja chciałem by była przerażająca 😛 Heh 🙂

  9. Caitri
    27 marca 2011 o 13:17

    Jeśli przedsmakiem ma być ta konkretna scena z „Więźnia nienawiści”, to ja jednak podziękuję. Nie dam rady przeczytać książki o takiej tematyce. Scenę z filmu pamiętam do dziś, zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

  10. 27 marca 2011 o 20:52

    @Caitri – ja to tak odebrałem, przypuszczam że na kobietach mogłaby wywrzeć jeszcze większe wrażenie.

  11. 14 czerwca 2011 o 06:35

    Ostatnio wypożyczyłam ją sobie z biblioteki, także jestem ciekawa, czy spodoba mi się ona równie bardzo jak Tobie. Miejmy nadzieję 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: