Strona główna > Fantastyka, Fantastyka zagraniczna, Humorystyczne, Opinie, Polecane, Powieść historyczna, Stosiki, Urban Fantasy, Wszystko > „W poszukiwaniu króla” – David C. Downing, „Błazen” – Christopher Moore + Stosik #6

„W poszukiwaniu króla” – David C. Downing, „Błazen” – Christopher Moore + Stosik #6

Tytuł: „W poszukiwaniu króla: Powieść o Inklingach”

Autor: David C. Downing

Wydawnictwo: eSPe

Liczba stron: 272

Data wydania: 2011

Ocena: 8/10

——————————

W przypadku tej książki, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie zacytuję dostępnego na okładce opisu. Dlaczego? Gdyż, sam przeczytałem go w całości dopiero po lekturze i szczerze powiedziawszy uważam, iż jest w nim powiedziane troszeczkę za dużo. Pozwolę sobie jednak przytoczyć jedno zdanie: ”Na temat Włóczni Przeznaczenia”, którą przebity został Jezus na krzyżu, od wieków krążą legendy. Według nich ten, kto posiądzie tę włócznię, zdobędzie władzę nad światem”.

Nie wiem jak to jest w waszym przypadku, ale każdy miłośnik przygód Indiany Jonesa, którym sam jestem, natychmiast „wyruszy na poszukiwania” owego artefaktu i otworzy książkę na stronie tytułowej. Autorem powieści jest niejaki David C. Downing , wykładowca i znawca twórczości C. S. Lewisa (autora m.in. legendarnego cyklu „Opowieści z Narnii”). Downing, który do tej pory specjalizował się w książkach stricte naukowych czy popularnonaukowych po raz pierwszy sięgnął po gatunek zwany prozą.

Zacznijmy jednak od początku, książka opowiada o przygodach pewnej pary bohaterów Toma, początkującego pisarza, który marzy o opublikowaniu tworzonej przez niego książki o królu Arturze, i Laurze, dziewczynie która postanawia pomóc mu w poszukiwaniach materiałów do książki. Jak potoczą się ich losy i czy będą na tyle zaskakujące by przyciągnąć naszą uwagę? Moją przyciągnęły, przypuszczam, że waszą także. Tom i Laura zostaną rzuceni w wir wydarzeń, będą mieli sposobność poznać niejakich Inklingów, o których rzecz jasna słyszałem, jednakże sam termin był mi całkowicie obcy. Jeżeli nie wiecie co oznacza, to zachęcam do nie wyszukiwania go w przeglądarce. Weźcie powieść w swoje ręce i sami znajdźcie odpowiedź, po grafice na okładce odpowiedź może być naprawdę zaskakująca. Nie chciałbym zdradzać zbyt wielu wątków fabularnych, dlatego na tym poprzestanę.

Mimo to, grzechem byłoby zapomnieć o ważnej kwestii poruszanej przez autora. Downing dodaje do samej przyziemnej fabuły wątek teologiczny, który w pewnym momencie zdaje się wchodzić na pierwszy plan powieści. Jeden z bohaterów przechodzi swoistą przemianę duchową, a my sami, jeśli tylko czujemy taką potrzebę możemy wyciągnąć z lektury wiele interesujących wniosków. Jednym słowem, Bóg, jak również sama wiara to ważny podpunkt powieści i to nie tylko ze względu na poszukiwania biblijnej Włóczni Przeznaczenia.

Skupmy się teraz na języku powieści, po autorze widać niebywałe doświadczenie jeśli chodzi o znajomość przedstawianych w powieści bohaterów historycznych. Jeżeli któryś z nich istniał w naszej głowie jako mgiełka ulotnych informacji, to Downing posegreguje posiadane przez nas dane i doda do tego szczegółowy portret wraz z ciekawostkami na temat owego człowieka (przepraszam za tak lakoniczne wyjaśnienie). Jednakże wśród tych pochlebstw znajdzie się również kilka uwag, niekoniecznie pozytywnych. Na pierwszy rzut oka widać małe doświadczenie autora jeśli chodzi o prozę, opisy otoczenie niejednokrotnie są nieczytelne i brakuje im, nie tyle polotu (bo to pisarz starał się uzyskać, z wymiernym skutkiem) co „duszy”. Downing nie był w stanie na dobre przenieść mnie do lat Drugiej Wojny Światowej, czułem się raczej jak bierny obserwator, niż aktywny uczestnik poszukiwań, co powinno być jedną z najważniejszych cech książek przygodowych. Kolejnym mankamentem jest sam kunszt pisarza, owszem, po debiucie nie można oczekiwać „cudów na kiju”, ale początkowo dało się odczuć swego rodzaju „esejowatą” formę, choć to uczucie mijało wraz kolejnymi kartkami.

Jeśli chodzi o samo wydanie – dostrzegłem tylko i wyłącznie jedną literówkę, co nawet nie można uznawać jako jakiś poważny zarzut, informując o tym chciałem jedynie dać do zrozumienia, że książka jest naprawdę dobrze wydana. Szerokie marginesy, świetna czcionka i dobrej jakości papier, czyli wszystko na swoim miejscu jeśli chodzi o techniczną stronę.

Podsumowując, „W poszukiwaniu króla: Powieść o Inklingach” to idealna książka dla chętnych krótkiej, aczkolwiek fascynującej przygody. Pozwoli nam ona na kilka godzin oderwać się od codziennych zająć i spędzić czas przemierzając Wielką Brytanię od wschodu do zachodu i od północy do południa! Perfekcyjnym komentarzem do książki jest logo na okładce przedstawiające zegarek i słowa „jednym tchem”.

———————————————————

Dziękuję wydawnictwu eSPe za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

———————————————————

Tytuł: „Błazen”

Autor: Christopher Moore

Wydawnictwo: MAG

Liczba stron: 400

Data wydania: 2009

Ocena: 9/10

——————————

„Opowieść to sprośna a rubaszna, ohydne gwałty, morderstwa, okaleczenia, zdradę i klepanie po tyłku ukazująca. Wulgarności i bluźnierstw w księdze tej zawartych świat jeszcze nie widział, jako też podobnego nagromadzenia dziwnej gramatyki, bezokoliczników i okazjonalnej masturbacji. Drogi Czytelniku, gdyby Cię to turbowało, księgę tę z dala omijać radzimy, chociaż chcemy Cię jeno zabawić, afrontu nie czyniąc. Jeśli przeto zabawę w podobnych księgach odnajdujesz, trafiłeś na historię zaiste doskonałą”

Czy aby na pewno doskonałą? Czy autor tego zacnego ostrzeżenie nie był zbyt pewny siebie? Pewność siebie wszak często powoduje mylne mniemanie o samym sobie co nie będę ukrywał nie miało miejsca w „Błaźnie”. Autorem książki jest Christopher Moore którego nie tak dawno miałem okazję poznać w związku z zagłębianiem się w treść „Brudnej roboty”, wtedy to pisarz pod każdym względem przypadł mi do gustu i przyciągnął moją uwagę na dobre, byłem ciekaw, czy teraz odnajdzie się w zupełnie odmiennym kontekście, w którym to pierwsze skrzypce niestrudzenie gra William Szekspir. Wiele o autorze pisał nie będę, jest to znany, choć dość kontrowersyjny twórca, który większość swoich powieści obraca przeciwko pewnym schematom czy stereotypom. Tym razem, jak już wspomniałem, oberwało się „ojcu” Romea i Julii, ciekaw jestem jakby zareagował, zobaczywszy swoje postacie w tak zacnej komedii.

„Błazen”, jak jednoznacznie wskazuje tytuł, opowiada o nadwornym błaźnie króla Lira, nazywanym przez niektórych Czarnym Błaznem. Kieszonka, bo takie imię nosił od urodzenia, to bohater niezwykle wszechstronny, począwszy od dowcipu, w którym opanował najwyższy poziom, przez błyskotliwość, choć ta objawiała się jedynie wtedy, gdy była naprawdę potrzebna, skończywszy na chędożeniu wszystkiego co poruszało się na dwóch nogach i było rodzaju żeńskiego. Mimo jego specyficznego podejścia do życia, które niejednokrotnie dalece mija się z naszymi zasadami moralnymi, nie jesteśmy w stanie nie polubić tego charakterystycznego bohatera. Kieszonka, który dotychczas spędzał czas na zbijaniu bąków, zabawianiu dworzan i obrażaniu gości pewnego dnia będzie musiał schować czapkę błazna pod kamizelkę i „wyruszyć” na jedną z największych przygód w jego życiu. Czego się możemy spodziewać? Absolutnie wszystkiego.

Fabuła skonstruowana jest w taki sposób, że nuda nie ma najmniejszej możliwości wkraść się w nasz umysł. Całość rusza powoli, by w pewnym momencie zacząć nabierać impetu i gnać na złamanie karku pod sam koniec książki. Jak napisano w ostrzeżeniu, spiski, bluźnierstwa i wulgarności to codzienność życia w „szekspirowskim zamku”. Krew i zdrada to także pojęcia nieobce tamtym czasom. Błazen, wplątany w centrum wydarzeń będzie musiał sprawić by wszystko wróciło do względnej normy. Kto mu w tym pomoże? Jego przyjaciele i duch, bo „zawsze jest cholerny duch!”*

Czego możemy oczekiwać od książki? Inteligentnego poczucia humoru, specyficznego dla Moore’a, ogromu intryg i zwrotów akcji. Charakterystycznego języka, który idealnie oddaje realia epoki i ogólnie rzecz biorąc masy dobrej zabawy. „Błazen” to powieść którą warto poznać, jestem przekonany, że fani autora pod żadnym pozorem nie będą zawiedzeni, a nowi czytelnicy, którzy nie mieli styczności z jego twórczością, powinni czerpać nie mniejszą przyjemność z lektury. Jak wspomniałem w recenzji „Brudnej roboty”, Moore to idealne lekarstwo na pochmurny dzień.

Ciężko mi ocenić adekwatność „parodii”, tak pozwolę sobie określić „Błazna”, a oryginalnej treści Króla Lira, gdyż nie miałem okazji go przeczytać. Jednakże, opierając się na nocie od autora mogę powiedzieć, iż według niego wyszukiwanie w oryginalnej treści scen z „Błazna” jest jednym z gorszych sposobów spędzania wolnego czasu, a na pewno drogą do szaleństwa. Dlaczego? Bo w książce Moore’a znajdują się odwołania także do wielu innych dramatów Szekspira, jak również liczne wątki dodane przez samego autora.

Podsumowując, krótko, „Błazen” to obowiązkowa pozycja nie tylko dla fanów autora. Polecam!

* – cytat z „Błazna”

———————————————————

 Pozwolę sobie wrzucić zdjęcie ostatniego stosiku, wprawdzie większość zawartych w nim tytułów została zrecenzowana, ale jak to się mówi „lepiej późno, niż wcale” 🙂

Od dołu:

1. Tytuł: „W hołdzie królowi”

Autor: Zbiór opowiadań pod redakcją Martina H. Greenberga

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ode mnie: 600 – set stronne tomiszcze poświęcone J.R.R. Tolkienowi, zachęciła mnie przede wszystkim obecność Terrego Pratchetta, aczkolwiek od dawna miałem ochotę poznać mniej, lub bardziej znanych zagranicznych fantastów. Napomknę jeszcze, że cena 9,90 zł, za takiego „słonia” to nie byle co 🙂

2. Tytuł: „Brudna robota”

Autor: Christopher Moore

Wydawnictwo: MAG

Ode mnie: Po prostu musiałem poznać twórczość tego autora 😉 Pożyczone z biblioteki, podczas jednej z wizyt.

3. Tytuł: „Błazen”

Autor: Christopher Moore

Wydawnictwo: MAG

Ode mnie: j/w

4. Tytuł: „W poszukiwaniu króla: Powieść o Inklingach”

Autor: David C. Downing

Wydawnictwo: eSPe

Ode mnie: Zaskoczony mailem od kierownika działu promocji wydawnictwa eSPe nie mogłem odmówić wzięcia udziału w poszukiwaniach Włóczni Przeznaczenia 🙂 Raz jeszcze serdecznie dziękuję.

5. Tytuł: „To, co najlepsze w fantastyce”

Autor: Zbiór opowiadań pod redakcją Davida G. Hartwella

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ode mnie: Podobnie jak w przypadku „W hołdzie królowi” znaleziona w Matrasie (4,50 zł), zachęciło mnie przede wszystkim nazwisko Georga R.R. Martina, autora jednego z opublikowanych w niej opowiadań.

Reklamy
  1. viv
    6 czerwca 2011 o 20:22

    Te zbiorcze notki to taka nowa świecka tradycja? 🙂
    Przygodówka może kiedyś, jak się trafi – zapowiada się całkiem ciekawie, Moore – coraz bardziej intrygujesz i kusisz, stosiku – oczywiście gratuluję 🙂

  2. 6 czerwca 2011 o 23:45

    @Viv – Nie, nie 🙂 To pierwszy objaw mniejszej ilości wolnego czasu 😉 Recenzje piszę ręcznie w środkach transportu, czy na nudnych zajęciach, by następnie w wolnej chwili „wklepać” ja na bloga 😉 Kuszę Moorem bo mnie pochłonął bez reszty 🙂

  3. 7 czerwca 2011 o 07:33

    No tak… nasz Christopher jak zwykle dostał wysoką notę 😀
    A i stosik ładny! Pokaźny.
    + trzymam kciuki za sesje!

  4. 8 czerwca 2011 o 15:17

    Ech, niech ktoś wydłuży dobę bo mi go na Moore’a brakuje. 😀

  5. 9 czerwca 2011 o 21:46

    Hm, mam ambiwalentne uczucia co do Moore’a – ale że lubię Szekspira, będę miała „Błazna” na uwadze. Dzięki!

  6. 10 czerwca 2011 o 06:53

    Oj no aż tak pedantyczna to ja nie jestem 🙂 Spokojna głowa 🙂 Może nie to, że lubię książek z biblioteki, co drażni mnie sam fakt, jak ludzie zachłannie w nich postępują. Ostatnio bałam się podejść do działu z fantastyką, bo jakaś starsza pani, która znajdowała się przy regale ze się świeżo oddanymi książkami i łypała na mnie wściekłym spojrzeniem. Obok stał pokaźny stos ksiąg, których nie było można tknąć. Tak przeszła całą bibliotekę stosów się uzbierała, a ona dopiero usiadła i zaczęła je przeglądać. Tak, czy inaczej staram się czytać około 2-3 książki miesięcznie, które pochodzą z biblioteki, jednak nie zawsze się to udaje.

    Jesteś kolejną osobą, która uważa mnie za straszną. Pablo dokładnie sprawdza, czy nie czaję się na niego w domu, a z kolei ty uważasz, że strach pożyczać ode mnie książki 😉 Bez obaw. Z moim pedantyzmem nie jest znowu aż tak źle 😉 Zapraszam do siebie 😉 Może znajdziesz u mnie coś co Cię zainteresuje.

    Spanie przy SOAD to jest coś 😀

    Recenzje przewertuję po powrocie z uczelni, bo ostatnio mam tak intensywne dni, że nie wyrabiam 😛

  7. 10 czerwca 2011 o 20:53

    Maks, gratuluję współpracy 🙂

    Pierwsza książka jest u mnie na liście. Raczej zajrzę.

    A Kieszonkę tylko lubić? Ja go uwielbiam! To jeden z moich ulubionych bohaterów. Serio serio. Bardzo dobra recenzja.

  8. 12 czerwca 2011 o 08:18

    Odpisując na komentarz: Haha Maks, nie przejmuj się, odebrałam to jako celowy zabieg :))
    Jeśli zacząłbyś od „Podpalonej” nie od „Kokonu” to z pewnością Billingham by Ci przypadł do gustu, bo mój znajomy tak zaczął 😀 I przeczytawszy „Kokon” powiedział: „nie no, „Kokon” leeepszy” 🙂 Także polecam! 🙂

    • 14 czerwca 2011 o 06:30

      Odpisując na resztę : Ja bym zaczęła na Twoim miejscu od „Opętanych” jednak 😀 Zważywszy na fakt, że „PIgmej” jest już naprawdę brutalny, to „Opętani” będą dobrym intro.
      Co do pisarza Kim Youngha, to naprawdę nie wiem, czy uda mi się przeczytać jeszcze coś, co wyszło spod jego pióra, ale jeśli tak to nie będę wahała się przed przeczytaniem.
      Wstyd mówić, ale nie czytałam „Lotu nad kukułczym gniazdem”… zdecydowanie muszę to nadrobić. Ale masz rację, trafne stwierdzenie „Odsypiają przeszłość” przypomina taki szpital psychiatryczny! Film widziałam, więc tylko na tym bazuję.
      Co do zaskoczenia w „Wirusie Ebola w Helsinkach” to zaskoczyło mnie gdzieś w 60%. Także… więcej niż połowa. Ale ogólnie nie mogłam się oderwać od tej książki, czytałam ją jednym tchem, naprawdę.
      A Billinghama, mam nadzieję, że znajdziesz w bibliotece, wydał już chyba 5 czy 6 powieści także coś na pewno znajdziesz 🙂

      Makkks, czekam na kolejne Twoje recenzje :)!

  9. 18 czerwca 2011 o 08:49

    Miałam już do czynienia z naukowcem, który postanowił pobawić się z prozą dla przeciętnego czytelnika. O detale nie ma co się martwić, gorzej jak zacznie składać fabułę do kupy i kształtować bohaterów. Nie dziwię się, że w „W poszukiwaniu króla” jest odcisk teologiczny – jak się bada C.S. Lewisa to praktycznie wchodzi w krew. Jednak chętnie kiedyś sięgnę po tę pozycję.
    Wciąż mam opory przed zaznajomieniem się z Christopherem Moorem. Nie zliczę ile razy miałam okazję wypożyczyć z biblioteki jakąkolwiek jego książkę. Może kiedyś, ale nie w ciągu najbliższego czasu.

    Ciekawy stos, miłego czytania. 🙂

  10. 19 czerwca 2011 o 12:07

    Nie wiem jak przegapiłam Twój post, ale już nadrabiam zaległości:)). Obie recenzje ciekawe i interesujące, ale druga pozycja chyba bardziej do mnie przemawia:D. I na deser stosik. Gratuluję nabytków i życzę przyjemności z czytania:)
    Pozdrawiam!!

  11. 27 czerwca 2011 o 21:07

    „W poszukiwaniu króla” także otrzymałam do recenzji i nie ukrywam – jestem pełna entuzjazmu odnośnie tej książki! „Błazna” natomiast nie zamierzam czytać, ponieważ czytałam jedną z książek Moore’a i ta nie za bardzo mi się spodobała. Dlatego jego twórczość raczej sobie odpuszczę. Ludzie mają różne poczucie humoru i, cóż, jego książka nie przypadła mi do gustu. 😉 Niemniej czekam na kolejne recenzje, może coś wpadnie mi w oko. 😉

  12. 5 lipca 2011 o 18:24

    Po przeczytaniu recenzji ” W poszukiwaniu króla ” jestem ciekawy bardzo tej książki. Po tym opisie mogę stwierdzić, że przypadnie mi do gustu i postaram się ją przeczytać:)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: