Archiwum

Posts Tagged ‘Alternatywny bieg historii’

„Rok 1984” – George Orwell

14 grudnia 2010 Dodaj komentarz

Tytuł: „Rok 1984”

Autor: George Orwell

Wydawnictwo:  MUZA

Liczba stron: 360

Data wydania:  2007

Ocena: 9,5/10

——————————

Co byś zrobił/a gdybyś pewnego dnia dostrzegł/a za oknem plakat WIELKIEGO BRATA, wąsatego jegomościa którego oczy śledzą każdy twój krok, a olbrzymia głowa nie znika nawet wówczas, gdy z całych sił zaciskasz powieki?

Moja odpowiedź brzmi: Nie wiem i nigdy bym nie chciał tego sprawdzić.

Autorem książki jest George Orwell, jak głosi opis na jej okładce – angielski powieściopisarz, eseista i publicysta. Największy rozgłos przyniosły mu powieści „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984″. Jeżeli dla kogoś „Rok 1984” jest pierwszym spotkaniem z panem Georgem, to zapewne zaliczy je do wstrząsających i pamiętliwych, bo określenia: przyjemne, przyjazne nie do końca są na miejscu.

Książka opowiada o wizji świata totalitarnego, świata w którym każdy nasz czyn, każdy oddech i słowo, są stale monitorowane przez tzw. Policję Myśli. Partia, bo ona trzyma władzę w garści poprzez politykę strachu, nienawiści i gróźb „zjednywa” sobie masy, a wybitne, niebezpieczne jednostki stara się w dość specyficzny sposób izolować.

WOJNA TO POKÓJ

WOLNOŚĆ TO NIEWOLA

IGNORANCJA TO SIŁA

Puste sklepy, angsoc, nowomowa i olbrzymie plakaty Wielkiego Brata rozwieszone wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe, to nieodłączne części tamtejszych czasów. Świat podzielony jest na trzy olbrzymie państwa (Oceanię, Eurazję i Wschódazję) oraz tereny „niezależne”, nie leżące w obrębie żadnych z wymienionych wcześniej terytoriów. Natomiast sama akcja toczy się w pierwszym z nich, tj. Oceanii, która swym zasięgiem obejmuje m.in dzisiejsze Stany Zjednoczone i Wyspy Brytyjskie.

Głównym bohaterem powieści jest Winston Smith, jeden z pracowników Ministerstwa Prawdy, zajmującego się między innymi „estetyczną edycją” gazet i wszelkiego rodzaju książek dostępnych wówczas na rynku. Smith należy do ludzi którzy w pewnym momencie doznali „olśnienia” i w pewien sposób buntują się przeciwko rządom Partii. Niestety jak można przewidzieć, walka z tak potężnym organem władzy, jest porównywalna z każdym pojedynkiem słynnego Don Kichota z Manchy, albo jak kto woli wyprawą z motyką na Słońce. Jako jednostka czuje się zdany na porażkę, jest świadom tego że z każdym kolejnym krokiem ku „wolności”, istnieje coraz większe prawdopodobieństwo błędu i idącego z nim w parze „oddania ducha”. Mimo to, jego pogląd utwierdza się z minuty na minutę, jutro nie ma znaczenia, w tej chwili liczy się jedynie wiara, nadzieja i choćby cień szansy na powodzenie.

Cnoty, takie jak choćby wcześniej wspomniana wiara i nadzieja, powszechnie przestały już istnieć, tak jak miłość, sprawiedliwość czy wolność które podzieliły ich los. Partia stara się na każdym kroku obedrzeć ludzi z tego co im najdroższe, z człowieczeństwa i wszelakich więzi społecznych. W tym momencie przypomina mi się scena filmu Equilibrium (zainspirowanego m.in. „Rokiem 1984″), przepraszam jeśli coś pokręcę, jeden z bohaterów siedzi w jakimś zrujnowanym domu, być może teatrze i płacze czytając książkę, odkrywszy z jakiego skarbu został ograbiony. W wizji Orwella człowiek jest niczym innym jak bezwartościową jednostką, masą mięśni i kości, pozbawionym racjonalnego myślenia. Widzimy sytuacje absurdalne, które mają miejsce choćby w rodzinach, upodlenie piękna czy wyszydzanie prawdy.

„Rok 1984″ należy do książek które potrafią wstrząsnąć czytelnikiem, niejednokrotnie zagłębiwszy się w fabułę z pewną obawą podnosiłem wzrok obserwując czy w zajmowanym przeze mnie przedziale pociągowym, nie pojawił się mężczyzna w ciemnym kombinezonie z czymś podłym na twarzy, przypominającym sztuczny uśmiech.

George Orwell uchylił przed nami rąbek tajemnicy, pokazał jak może wyglądać nie tyle świat przyszłości, co „życie po jego (świata) śmierci”. Trudno nazwać egzystencją coś, co zostało pozbawione jej sztandarowych cech. Widzimy nie tyle ludzi, co zastępujące ich „cielesne maszyny”, skorych do powtarzania wbijanych im w głowy sloganów i pustych hasełek. Człowiek przyszłości, pozwolę sobie użyć takiego sformułowania, w wizji Orwella nawet w sprawach fizjologicznych nie jest w pełni człowiekiem. To tak jakby pozbawić ptaka skrzydeł, piór i kości pneumatycznych, a mimo to, nadal upierać się że mamy przed sobą latające stworzenie.

Podsumowując, książka dla wszystkich którzy cenią sobie przede wszystkim przekaz jaki za sobą niesie, jak również złożoność bohaterów i liczne okazje do przemyśleń, nad piękny język i wyjątkowo barwne opisy świata.

Polecam i zapewne w niedalekiej przyszłości powrócę do pamiętnego tytułu.

Reklamy

„Wilczy Legion” – Adam Przechrzta

13 grudnia 2010 1 komentarz

Tytuł: „Wilczy Legion”

Autor: Adam Przechrzta

Wydawnictwo:  Fabryka Słów

Liczba stron: 416

Data wydania:  2009

Ocena: 6,5/10

——————————

Historia facetów, jakimi chcielibyście być i jakich… chciałybyście mieć. Z pociętymi przez szable barkami i szramami od kul, przypominają watahę obliźnionych wilków. Doświadczonych, posiwiałych i śmiertelnie niebezpiecznych.

Tak brzmiał opis na okładce książki, zaintrygowany nim natychmiast sięgnąłem po książkę pana Przechrzty. Opowiada ona historię polskiej armii około roku 1937. Armii bogatszej o nowoczesną technologię, która skupiła się przede wszystkim na maszynach zwanych aparatami odycznymi. Owe aparaty są w stanie wykrzesać z człowieka nadnaturalne cechy (lepszy węch, większą siłę czy choćby przyspieszone reakcje – „Uniwersalny Żołnierz” od dziś „produkowany” także w Polsce). Niestety, powiem szczerze, zawiodłem się – ale o tym później.

Głównym bohaterem powieści jest Major Krohne, wyposażony w psi węch i bliznę na policzku. Żołnierz surowy i gotowy poświęcić się dla dobra ogółu, czołowy człowiek w tzw. „Dwójce” i bliski przyjaciel Piłsudskiego. Cała książka składa się z kilku opowiadań, oddzielonych pewnym odstępem czasu, w których „aktorem pierwszoplanowym” (o ile nie jedynym) jest wcześniej wymieniony major.

Specjalnie użyłem w poprzednim akapicie stwierdzenia „(o ile nie jedynym)”, bo straszliwie mało jest „Wilczego Legionu w Wilczym Legionie”. Po opisie książki spodziewałem się kompanii rodem z Robin Hood’a. Wielu bohaterów, wyposażonych w odmienne cechy i posiadających interesujące charakterystyki, niestety musimy obejść się smakiem. „Dwójka” w żaden sposób nie przypomina grupy wiernych sobie towarzyszy, a jedynymi jej członkami którzy jeszcze jako tako zostali przedstawieni byli Tomczak i rotmistrz Narbutt ‑ Odolanicki, reszta snuła się przez książkę niczym senne mary. Brakowało mi tych pociętych przez szable barków i szram od kul” zamiast tego dostałem powieść szpiegowską, nie mówię że złą, ale odmienną od tej którą chciałbym przeczytać.

Krohne bowiem dość sumienne spełnia swoje zadanie jako główny bohater i jego przygody niejednokrotnie nie pozwalają oderwać się od lektury. Zwroty akcji, liczne dialogi i odmienny bieg historii przemawiają na jej korzyść, ale nadal nie mogę przeboleć braku Wilczego Legionu. Znacznie bardziej trafnym tytułem byłaby po prostu „Dwójka”, wówczas nikt nie oczekiwałby od autora gromady weteranów, walczących za ojczyznę niczym długowłosy John Rambo w Wietnamie.

Niektórzy mogą odczuwać niedosyt fantastyki w fantastyce, bo jej głównym przejawem są wyżej wymienione aparaty i alternatywny bieg historii, ale jak dla mnie wystarczy.