Archiwum

Posts Tagged ‘Andrzej Pilipiuk’

„Kroniki Jakuba Wędrowycza” – Andrzej Pilipiuk

13 grudnia 2010 Dodaj komentarz

Tytuł: „Kroniki Jakuba Wędrowycza”

Autor: Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo:  Fabryka Słów

Liczba stron: 296

Data wydania:  2001

Ocena: 7,5/10

——————————

Pewnego listopadowego dnia rozległo się głośne pukanie do drzwi frontowych, z lekkim znudzeniem oderwałem się od wykonywanej wówczas czynności i ruszyłem w kierunku źródła dźwięku, by dowiedzieć się któż to nie daje wypocząć spokojnym obywatelom. Nim dotknąłem klamki poczułem dziwną mieszankę zapachów, jakby to coś od czego dzieliła mnie około pięcio-centymetrowa warstwa drewna, nie wiedziało do czego służy mydło, natomiast w kwestii alkoholu było co najmniej specjalistą. Z niepohamowaną odrazą uchyliłem drzwi, zamek zaskrzypiał przyjaźnie, a w progu stał Jakub (tak się wówczas przedstawił). Zapytał czy nie mam czegoś do przepłukania gardła i bez najmniejszego oporu wszedł do środka roznosząc błoto po mieszkaniu.

Tak właśnie wyglądało moje pierwsze spotkanie z tytułowym wiejskim egzorcystą. Czego u mnie szukał? Nadal nie wiem, w każdym razie po jego wyjściu zauważyłem iż brakuje zarówno bochenka chleba, jak i denaturatu.

„Kroniki Jakuba Wędrowycza” należą do tego typu książek które poprzez swój absurd coraz bardziej intrygują. Opowiada ona bowiem o przygodach tytułowego Jakuba, jak również jego kompanii rodem z „Czterech Pancernych”.  Powieść zbudowana jest z kilku luźno powiązanych ze sobą opowiadań, których jedyną wspólną cechą jest bohater i jego fach. Fach dość specyficzny i niecodzienny, bowiem staruszek w gumowcach zajmuje się przepędzaniem duchów, demonów i wszelkiej maści upiorów czających się na zamieszkanym przez niego świecie.  Jak można wywnioskować po okładce, różni się znacznie od znanego nam obrazu egzorcystów, w jego „torbie podręcznej” nie znajdziemy ani krzyża, ani modlitewnika, próżno tam szukać nawet czosnku czy osinowych kołków. W jego mniemaniu wystarczy mocny bimber i dobre samopoczucie.

Andrzej Pilipiuk opisując nam przygody Jakuba nie stroni od absurdalnego poczucia humoru (polecam przede wszystkim opowiadanie pt. „Hotel pod Łupieżcą”) i zabawnych sytuacji, w które co jakiś czas przyjdzie wpaść głównemu bohaterowi. Nie ma potrzeby rozmyślać nad językiem i stylistyką, bo zapewne nie były one priorytetem dla autora, podczas pisania owego dzieła, toteż w skutek POTĘGI Wędrowycza zepchnięte zostały na drugi plan.

Podsumowując, bardzo przyjemna lektura na poprawienie sobie samopoczucia.

Jakub potrafi zjednywać sobie ludzi.

Polecam.