Archiwum

Posts Tagged ‘Anioły’

„Szaleństwo aniołów” – Catherine Webb

25 stycznia 2011 11 komentarzy

Tytuł: „Szaleństwo aniołów”

Autor: Catherine Webb

Wydawnictwo:  MAG

Liczba stron: 560

Data wydania:  2011

Ocena: 7/10

——————————

„Magia to życie” – napisał w jednym z artykułów Robert Bakker*.

„Magia nie jest życiem. Życie jest magią.” – odpowiedziały Niebieskie Anioły.

„Szaleństwo aniołów” to powieść fantastyczna, rozgrywająca się w realiach współczesnej Wielkiej Brytanii, co zalicza ją do podgatunku fantastyki zwanego Ubran Fantasy. Jej autorką jest Catherine Webb, młoda pisarka specjalizująca się w literaturze dla młodzieży. Jak wypadła w swej najnowszej powieści? Czy jest to tytuł który w najbliższym czasie zawładnie umysłami nastolatków? Na te i na inne pytania, postaram się wkrótce odpowiedzieć.

Jak już wspomniałem fabuła dzieje się na Wyspach Brytyjskich, a dokładniej w środowisku miejskim, pełnym tłoku, szumu rozmów, pracy silników, spalin samochodowych, dźwięków telefonów komórkowych, stukotu podziemnego metra i „śpiewu elektryczności”. W tym to właśnie miejscu przyjdzie poruszać się głównemu bohaterowi. Pewnego dnia budzi się on na podłodze jednego z mieszkań, mając wrażenie że jego ciało jest tylko i wyłącznie bezwładną masą, która w skutek bólu, nieskora jest do jakiegokolwiek ruchu. Chciałby spokojnie zebrać myśli, lecz natarczywy głos w jego umyśle nieustannie powtarza: „uciekajuciekajuciekaj…”. Mimo tak intrygującego prologu nie jest to ani mrożący krew w żyłach dreszczowiec, ani intrygujący kryminał, a po prostu opowieść o „Czarnoksiężniku w wielkim mieście”.

Głównym bohaterem książki jest Matthew Swift, znany w ówczesnym świecie czarnoksiężnik. Człowiek trochę…bez wyrazu. Ciężko jednoznacznie stwierdzić czy jest to bohater w pełni pozytywny, ponieważ jego losy są ściśle związane z dość nietypowymi osobnikami, które charakteryzują się jedynym w swoim rodzaju światłem, które mimo swego tradycyjnego pochodzenia nie do końca jest w pełni jasne i czyste. Swift będzie zmuszony odbyć długą wędrówkę, podczas której niejednokrotnie będzie walczył o własne życie. Autorka w dość zaskakujący sposób przedstawiła nam głównego bohatera ograniczając jego cechy charakteru. Jednym słowem możemy go zaliczyć do „pospolitych szaraków” (oczywiście przymykając oko na posiadane przez niego magiczne zdolności), nie wyróżniających się z tłumu, podobno właśnie o to chodzi w profesji czarnoksiężnika. Mimo to, jest w nim jeden aspekt który potrafi przyciągnąć uwagę, mianowicie rozgrywająca się w jego umyśle walka osobowości, nie powiem nic więcej, by nie zdradzać szczegółów.

Sama fabuła jest prostolinijna i dotyczy tylko i wyłącznie „krucjaty Swifta”, która to, napędza cały mechanizm następujących po sobie zdarzeń. Mimo licznych przygód i spotkań z nietuzinkowymi ludźmi, brakuje w niej pobocznych wątków, podczas których czytelnik mógłby choć na chwilę oderwać się od głównego nurtu książki. Całość utrzymana jest w wielkomiejskich realiach, gdzie każdy element tętniący życiem przepełniony jest magią. Autorka w znakomity sposób wplotła w ramy powieści „magiczne miejskie bóstwa”, takie jak Król Żebraków, Bezdomna, Lord Samotnych Podróży i wielu, wielu innych, między innymi liczne organizacje, zrzeszające specyficznych członków magicznej społeczności, którzy dodają uroku przedstawionemu nam miejskiemu obrazowi. Dodatkowo w „Szaleństwie aniołów” widzimy „współczesną magię”, niejednokrotnie opierającą się na farbach w sprayu, płytach cd czy książeczkach sudoku, która znacznie odbiega od znanego nam kanonu, występującego przede wszystkim w powieściach czysto fantastycznych. Mimo to, tej także nie brakuje, dzięki czemu fani tradycyjnego gatunku będą usatysfakcjonowani.

Język w jakim została napisana jest lekki, przyjemny w odbiorze, a do tego niezwykle obrazowy. Mimo kojarzącej się z miastem szarości, autorka wiele razy odrywa się od tego stereotypu przedstawiając nam niesłychaną gamę barw, która zazwyczaj jest niedostrzegalna. Mimo swojego młodego wieku Catherine Webb potrafi znakomicie operować słowem pisanym wciągając nas bez reszty w tętniące magią miejskie ulice.

Książka mimo wielu zalet nie jest idealna, brakuje w niej, jak już wspomniałem, wątków pobocznych, a cała fabuła, choć długa i wciągająca czytelnika, jest zdecydowanie zbyt powierzchowna i przewidywalna. Matthew Swift także nienajlepiej sprawdził się w roli głównego bohatera, mimo niesłychanie ważnej roli jaką odgrywa, jest płytki i pozbawiony cech, dzięki którym zapadłby w pamięć pospolitemu czytelnikowi.

Podsumowując, jak wypadła autorka w „Szaleństwie aniołów”? Było to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością i z pełną odpowiedzialnością mogę je zaliczyć do udanych, przede wszystkim dlatego, że mimo prostej  fabuły, wszystko zostało odrobione z nawiązką, dzięki sposobie w jaki książka została napisana. Czy jest to tytuł który w najbliższym czasie zawładnie umysłami nastolatków? Przypuszczam, albo raczej jestem w pełni przekonany że nie. Największym ku temu powodem jest główny bohater, który w żaden sposób nie przyciąga uwagi czytelnika, a to właśnie on powinien być punktem kulminacyjnym całości. Mimo wszystko jest to powieść godna przeczytania, która zapewne wiele razy nie pozwoli nam oderwać się od jej stronnic.

* – Robert Bakker – jeden z bohaterów powieści

[recenzja opublikowana na portalu Fantasy Book]

„Siewca Wiatru” – Maja Lidia Kossakowska

9 stycznia 2011 13 komentarzy

Tytuł: „Siewca Wiatru”

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Wydawnictwo:  Fabryka Słów

Liczba stron: 656

Data wydania:  2007

Ocena: 9,5/10

——————————

Przyznam szczerze że było to moje drugie podejście do powieści pani Kossakowskiej. Jedyne co mogę zrobić to pluć sobie w brodę, dziwiąc się, dlaczego dotychczas jej nie przeczytałem.

Na okładce znajduje się intrygujący opis:
„Bóg umarł – stwierdził filozof.
A może odszedł? – zapytała Kossakowska.
I postawiła BezPańskie anielskie zastępy w obliczu Armagedonu”.

Maja Lidia Kossakowska – urodzona w 1972 roku, jest jedną z autorek publikujących swe powieści na łamach wydawnictwa Fabryka Słów. W 2007 roku otrzymała prestiżową nagrodę – „Śląkfę” – dla Twórcy Roku. W ostatnich dniach miałem okazję przeczytać jedną z jej najsłynniejszych książek, mianowicie, „Siewcę Wiatru”.

Powieść opowiada o zastępach niebieskich, które pewnego dnia zdają sobie sprawę że Pan ich opuścił. Pozostawione na pastwę losu, zmuszone są radzić sobie same. Pomysł na fabułę – idealny, lecz czy możliwości zostały w pełni wykorzystane? Królestwo niebieskie, którego głównymi zarządcami są archaniołowie, skupiało się dotychczas wokół Jasności. To ona było motorem ich poczynań i to jej zawdzięczali wszystko. Zajęci sobią i własnymi problemami, nie dostrzegli że pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, zostali ogołoceni z najdroższego skarbu. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że nikt nie ma najmniejszego pojęcia co jest przyczyną takiego obrotu spraw. Jak w takiej sytuacji zachowają się skrzydlate osobowości? Czy wysłannicy Pana będą w stanie poradzić sobie bez jego wstawiennictwa? Czy osieroceni będą na tyle silni by stawić czoła ciemności? Złu, które gotowe jest zaatakować w każdej chwili i zniszczyć to co najpiękniejsze? Siewca Wiatru jest już na tyle silny, by móc, po raz kolejny zagrozić Królestwu…

Powieść napisana jest lekkim, ale jednocześnie bardzo obrazowym językiem. Autorka nie oszczędzała nam licznych opisów wykreowanego przez nią świata. Dzięki czemu czujemy się, jakbyśmy sami byli jednymi z jego mieszkańców. Znaczną uwagę przykłada do wyglądu bohaterów, począwszy od opisu strojów, przez twarze, aż do koloru tęczówek, które należą do najbardziej charakterystycznych cech zewnętrznych każdego z nich. Jeśli chodzi o wydanie, to Fabryka Słów jak zwykle wzniosła się na wyżyny. Wspaniałe ilustracje Dominika Brońka i Grzegorza Krysińskiego idealnie odzwierciedlają stworzony przez autorkę świat. Do tego dochodzi także fantastyczna okładka, w tym obraz jagnięcia na ostatniej stronie, widoczny jedynie pod światło. Na uwagę zasługuje również Glosa, znajdująca się na ostatnich kartach powieści, wyjaśniająca pochodzenie zarówno imion bohaterów, kast czy miejsc, pojawiających się w książce.

Głównymi bohaterami powieści są archaniołowie, w składzie: Gabriel (Regent Królestwa), Razjel, Rafael, Michał, po za tym panowie z Głębin, bądź jak kto woli z Piekła, tj. Lucyfer i Asmodeusz, do tego dochodzi także wiele innych postaci, pojawiających się w różnych wątkach powieści i słynny Daimon Frey (postać z okładki), Abbaddon, Burzyciel Starego Porządku, Tańczący na Zgliszczach, Anioł z Kluczem do Czeluści. Każdy z nich posiada indywidualny charakter, zależny zarówno od osobowości, jak i piastowanego stanowiska. Mimo swojego anielskiego pochodzenia zachowują się jak ludzie, co jest idealnym posunięciem autorki. Zamiast podniebnych świętych, gotowych śpiewać jedynie pieśni uwielbienia (choć takich także w powieści nie brakuje), widzimy aniołów, którzy są niesamowicie człowieczy. Są światłością Pana, ale nie przeszkadza im to w tym by grzeszyć, kłócić się, wszczynać burdy i klnąć. Nie stronią od używek (takich jak alkohol czy papierosy), a do tego zakochują się w ludzki sposób. Jednym słowem są nam zaskakująco bliscy i wyraźnie do nas podobni, zarówno w zaletach, jak i wadach.

Na uwagę zasługuje stworzony przez autorkę obraz nieba. Zamiast tysięcy białych chmurek i szczęśliwych aniołków, grających na harfach, widzimy normalne miasta: Królestwo (siedziba dobra) jest podzielona na pomniejsze nieba, od pierwszego do siódmego. Głębię, miejsce zakwaterowania „oficjalnych wrogów skrzydlatych”, czyli Lucyfera z całą jego świtą. Po za tym, autorka serwuje nam takie miasta jak Limbo, znajdujące się pomiędzy murami Królestwa, a otchłanią Głębi, będące siedliskiem wszelkiej niegodziwości, złodziejstwa, burdy i pijaństwa. Czy Sfery Poza Czasem, gdzie czas zwykł udać się na drzemkę i zapomnieć o swoim nieustającym biegu.

Dodatkowym atutem powieści jest jej wielowątkowość. Mimo głównej fabuły, którą de facto jest walka dobra ze złem, autorka przygotowała nam liczne, poboczne przygody. Dzięki czemu przyjdzie nam wybrać się na misję razem z Drago, jednym z żołnierzy oddziału Komando Szeol czy też zwiedzić Ziemię razem z byłym dowódcą Aniołów Miecza, Kamaelem.

Do minusów „Siewcy Wiatru” można zaliczyć niejednokrotnie dłużącą się fabułę, do tego brakuje zaskakujących zwrotów akcji, które zapewne wzbogaciłyby przyjemność z czytania.

Chcąc podsumować książkę jednym zdaniem, można powiedzieć, że „Siewca Wiatru” ma zapewnione miejsce w kanonie polskiej fantastyki. Obok niesłychanie fascynującego i zarazem niezwykle bogatego świata, mamy do czynienia z dość nietypowym obrazem Sług Pana. Powieść, która jednoznacznie kojarzy się nam z odwieczną walką dobra ze złem, pełna jest licznych, pomniejszych wątków, w tym romansu, kryminału czy choćby dramatu. Autorka niesłychanie dynamicznie przedstawiła wszelkie sceny batalistyczne, których mamy pod dostatkiem, nie stroniąc od ścielących się gęsto trupów.

Jednym słowem – polecam.

[recenzja opublikowana na portalu Fantasy Book]