Archiwum

Posts Tagged ‘Science Fiction’

„Czystopis” – Sergiej Łukjanienko

23 marca 2011 16 komentarzy

Tytuł: „Czystopis”

Autor: Sergiej Łukjanienko

Wydawnictwo:  MAG

Liczba stron: 318

Data wydania:  2008

Ocena: 8/10

——————————

[Recenzja „Brudnopisu”]

Zachęcony rewelacyjnym „Brudnopisem” postanowiłem jak najszybciej zapoznać się z jego kontynuacją. Czy sequel okaże się równie dobry jak choćby Terminator 2, czy też jak to zwykle ma miejsce w filmach, całkowicie pogrąży pozytywną opinię na którą zapracowała pierwsza część? Postaram się wkrótce odpowiedzieć na to pytanie.

Autorem „Czystopisu” jest Sergiej Łukjanienko, znany przede wszystkim z cyklu „Patroli” (który zamierzam wkrótce poznać). Pisarz który wypracował swój własny styl, nie bojący się wtrącić do powieści prywatnych opinii i przemyśleń na różnego rodzaju tematy związane z wieloma aspektami życia każdego z nas (przypominam, że tak jak w przypadku „Brudnopisu”, możemy je znaleźć na początku większości rozdziałów).

Samą fabułę niestety jestem zmuszony przemilczeć, tym samym nie mogąc nawet zacytować okładkowego opisu – uprzedzam, że jest on spoilerem tomu pierwszego! Także przed przejrzeniem go, zachęcam do lektury pierwszej części. Skupmy się zatem na pozostałych aspektach. Tak jak w przypadku „Brudnopisu” mamy do czynienia z tym samym głównym bohaterem – Kiryłem Maksimowem. Postacią w pewnym sensie rozdartą wewnętrznie, poszukująca własnej tożsamości z nutą detektywistycznego zapału, który to niejednokrotnie wprowadza go w śmiertelne kłopoty. Kim dokładnie jest Kirył i dlaczego tak wielu ludzi jest przeciwko niemu, czemu śledzą go dobrze zbudowani mężczyźni w jednakowych garniturach, a on sam pogrążony jest w poszukiwaniu domniemanego serca „zła”? Przypomina to co nieco scenariusz Matrixa, gdzie nasz bohater byłby w pewnym sensie idealnym odpowiednikiem Neo – ot, taki sobie „wybraniec”. Powieść napisana jest lekkim i przyjemnym językiem, choć niekiedy autor zmuszony był użyć bardzo zawiłych pojęć czy to z fizyki kwantowej czy rodowitego science fiction, na szczęście ich nieznajomość w żadnym stopniu nie wpływa na przyjemność z czytania.

Wydaje się że największym „problemem” „Czystopisu” były moje bardzo pozytywne wrażenia po pierwszej części. Autor bardzo wysoko postawił poprzeczkę i próba jej pobicia już sama w sobie wydaje się nie do osiągnięcia. Pozostaje więc zatem ten wynik powtórzyć, niestety i to nie wyszło w pełni. Podczas lektury mamy wrażenie, iż autor miał gotowy pomysł na zakończenie, ale brakowało mu fragmentów które należy wcisnąć pomiędzy początek książki, a koniec – dlatego też, posilał się bardzo wątłymi scenami. Zakończenie, na które czekamy z niecierpliwością (rzecz jasna w skutek chęci zaspokojenia ciekawości) także nie spełnia naszych wymagań i budowany od początku pierwszego tomu suspens pryska jak bańka mydlana, odsłaniając prawdziwe oblicze fabuły. Nie powiem, trochę się zawiodłem. Książka jest dobra, ale jej poprzedniczka bije ją na głowę.

Zmuszony jestem nawiązać do wydania. Być może trafiłem na jakiś trefny egzemplarz, ale jego czytanie było delikatną męczarnią. Wewnętrzne akapity były na tyle wąskie, że połówki wyrazów rozpoczynających wiersze były niewidoczne. Mimo to literówek się nie dopatrzyłem (chyba że ukryły się w wyżej wspomnianym miejscu).

Chciałbym w kilku zdaniach ocenić również cały cykl. Prawdę mówiąc można go jako tako porównać do równi pochyłej – zaczynamy z bardzo wysokiego pułapu, początek powieści po prostu porywa nas z naszego życia i pochłania całą naszą uwagę, później jest troszkę gorzej, ale nadal nie jest źle, możemy powiedzieć że mamy do czynienia z pewną stabilizacją. Niestety pod sam koniec (co w tym wypadku oznacza „Czystopis”) skrupulatnie opadamy, by w końcu znaleźć się kilka pięter poniżej pozycji wyjściowej. Owszem, nie jest źle, powiem więcej, jest dobrze, nawet bardzo dobrze, ale mogło być naprawdę świetnie, niesamowicie itd. Książka miała olbrzymi  potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany.

Podsumowując, cały cykl należy do tego rodzaju książek które naprawdę warto poznać i chętnie poleciłbym je większości znajomych. Przypuszczam iż osoby które zapoznają się z „Brudnopisem” bez wahania sięgną po jego kontynuację.

[recenzja dostępna również na portalu Fantasy Book]

„Brudnopis” – Sergiej Łukjanienko

12 lutego 2011 23 komentarze

Tytuł: „Brudnopis”

Autor: Sergiej Łukjanienko

Wydawnictwo:  MAG

Liczba stron: 368

Data wydania:  2008

Ocena: 9,5/10

——————————

Zazwyczaj głównym powodem dla którego sięgamy po wybraną książkę jest opis na jej odwrocie. Nie inaczej było w tym przypadku: „Dwudziestokilkuletni Kirył Maksimow, menadżer w firmie komputerowej, właściciel skromnej kawalerki i psa wraca pewnego dnia do domu i zastaje  tam…nieznajomą kobietę. Po pewnym czasie rodzice Kiryła zaczynają utrzymywać, że nie mają syna o tym imieniu, przyjaciele cierpią na zanik pamięci, nawet ludzie, którzy rozmawiali z nim przed pięcioma minutami nie pamiętają go, jakby natychmiast usuwano im wspomnienia…”. Przeczytawszy ten fragment w głowie rysuje się nam scenariusz rodem z „Gry” Davida Finchera. Pytamy sami siebie co to wszystko ma znaczyć? Gdzie tu logika i gdzie leży podłoże tych dziwnych zjawisk? Bez chwili zawahania bierzemy w ręce powieść Łukjanienki i rozpoczynamy pasjonującą lekturę, która podobnie jak w przypadku Kiryła, oderwie nas od rzeczywistości, z tą różnicą że tym razem to my zapomnimy o wszystkim co nas otacza.

„Brudnopis” to jedna z najbardziej znanych powieści rosyjskiego fantasty Sergieja Łukjanienki, cenionego przede wszystkim za cykl „Patroli” („Nocny patrol”, „Dzienny patrol”, „Patrol zmroku” i „Ostatni patrol”). Autor przenosi nas do Moskwy na przełomie XX i XXI w której przyszło egzystować głównemu bohaterowi. Mężczyźnie, którego życie zaczyna przybierać zupełnie niespodziewany obrót, a wszystkie sytuacje które go spotykają mogą kojarzyć się jedynie z najgorszym koszmarem. Jak to jest być bezimiennym? Człowiekiem bez żadnej tożsamości, nie tyle odrzuconym przez społeczeństwo co zapomnianym. Pierwsze 100 stron powieści „gna na złamanie karku”, skupiając się na przedstawionej w opisie fabule. Sam nie wiem jak nazwać pierwszą część książki, być może thriller psychologiczny byłoby jak najbardziej na miejscu. Pochłonięci przez lekturę w pewnym momencie mamy wrażenie że autor coś „pomieszał”, cały misternie kreowany scenariusz pryska jak bańka mydlana, a książka przybiera zupełnie inną postać. Nagle trzymamy w dłoniach swoiste science fiction rozgrywające się na terenie Moskwy. Przez kilka chwil jesteśmy nieco zdezorientowani, być może czujemy pewien niedosyt, ale po kilku kolejnych stronach owo nieprzyjemne uczucie mija, a my upajamy się rozwijającą się w szaleńczym tempie fabułą. Tak pokrótce rysuje się obraz napisanej przez Łukjanienkę książki, coś co zapowiadało się na opowieść z elementami psychologicznego „misz-maszu” przekształca się w intrygującą powieść science fiction.

Głównym bohaterem jest Kirył Maksimow, pracujący w jednej z moskiewskich firm komputerowych. Kawaler, po niedawnym rozstaniu z partnerką. Mieszkający samotnie w kawalerce, którego najlepszym przyjacielem jest skye terrier o dość dziwnie brzmiącym imieniu Keszju. Kirył wydaje się być przykładem niewyróżniającego się z tłumu dwudziestokilkulatka, zatem dlaczego tak dziwny los spotkał właśnie jego? To jedno z pytań, które przewija się przez całą treść powieści. Razem z Maksimowem zagłębiamy się w mechanizmy rządzące światem, rozmyślamy na temat ludzkiej egzystencji, jak również wartości jednostki ludzkiej. Czy jesteśmy sami we wszechświecie, czy też istnieją światy nie tyle równoległe, co zupełnie odmienne od naszych, wyciągnięte wprost z wyobraźni człowieka?

Pierwsze co rzuca się w oczy to niezwykły sposób pisania Łukjanienki, autor nie boi się wtrącić do powieści własnych przemyśleń czy zabawnych anegdot. Większość rozdziałów rozpoczyna się od kilku, do nawet kilkudziesięciu zdań poświęconych opinii autora na temat związany zazwyczaj z zakończeniem poprzedniego rozdziału. Dzięki temu dowiemy się co pan Sergiej sądzi na temat chorób, przestępstw, strachu czy szaleństwa, a to tylko garstka poruszanych przez niego zjawisk. Do tego operuje on niesłychanie lekkim i przyjemnym językiem, a jego wyobraźnia zdecydowania nie ma żadnych granic. Potrafi intrygować, zaskakiwać i dezorientować czytelnika. Zwroty akcji to w jego powieści chleb powszedni, a próby przewidywania fabuły lepiej odłóżmy na bok, bo będzie to jedynie marnowanie czasu.

Naprawdę ciężko mi znaleźć słabe strony książki, początkowo możemy czuć pewne rozgoryczenie że opowieść o traceniu tożsamości przez głównego bohatera zostaje w pewnym momencie „zdjęta ze sceny”, ale jest to tylko chwilowe wrażenie, bo w konsekwencji dochodzimy do wniosku że wszystko jest na swoim miejscu i współgra ze sobą idealnie.

Podsumowując, „Brudnopis” należy do tych książek które czyta się z zapartym tchem i szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Przez całą fabułę nie przestaje zaskakiwać, a występujących w niej bohaterów można przyrównać do rosyjskich matrioszek. Początkowo wiemy o nich jedynie ogólne informacje, by z każdym kolejnym „otwarciem lalki” uchylać rąbka tajemnicy i dowiadywać się coraz to nowszych wieści na ich temat. Łukjanienko należy do pisarzy których warto poznać, bo wykreowany przez niego sposób pisania śmiało można zaliczyć do wyjątkowych.

Polecam.

[recenzja dostępna również na portalu Fantasy Book]